poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Beauty Blog Days na targach LOOK and beautyVision

W ostatni weekend kwietnia w Poznaniu odbędą się targi fryzjersko-kosmetyczne i jak w zeszłym roku, na targach będzie również spotkanie blogerów i z blogerami. W zeszłym roku targi były świetne - udało nam się dorwać kilka marek kosmetyków, które normalnie nie są dostępne (bądź są trudno dostępne) w Poznaniu i to w większości po okazyjnych cenach.

Jeśli jesteście zainteresowane udziałem w spotkaniu blogerów to do 17 kwietnia można się zgłosić na stronie http://beautyvision.mtp.pl/pl/program/beauty_blog_days/.
Jeśli interesują was po prostu zakupy to na stronie targów znajdziecie ceny wejściówek. Dodam że na targi może wejść każdy - nie trzeba być z branży kosmetycznej http://beautyvision.mtp.pl/.
Dajcie znać kto z was wybiera się na targi!!

Przypominam wam też, że przez jakiś czas blogspot i nowa domena będą działać równocześnie bo przy ustawieniu przekierowania  nie docierają do waszych list czytelniczych nowe posty :( Jeśli chcecie dostawać powiadomienia o nowym poście, przenieście proszę obserwację na bloga kawaii-maniac.pl

Pozdrawiam!!

piątek, 11 kwietnia 2014

Próba... raz, dwa, trzy

Ok, blogger mnie oficjalnie załamał.
Już kiedy myślałam, że udało mi się z dziadem wygrać wszystko się pochrzaniło.
Przez jakiś czas kawaii-maniac.blogspot.com i kawaii-maniac.pl będą działać równolegle. A kiedy już wszyscy będą mieli dość mojego stękania o przejście na nową stronę to ustawie przekierowanie.
Mam nadzieję że ten post wam się wyświetla w liście czytelniczej i zapraszam na kawaii-maniac.pl ;)

środa, 26 marca 2014

Ogłoszenie parafialne :)

Hej dziewczyny :)
Od jakiegoś czasu wspominam o przeniesieniu się na własny serwer. Niedługo przeniosę wszystkie posty z tego bloga i przekieruję całą aktywność na nową domenę (tylko jeszcze muszę wymyślić co zrobić z niedziałającym prawie gadżetem obserwatorzy itd. a to może potrwać kilka dni). Wkurzają mnie już problemy z blogerem więc utwierdzam się w przekonaniu, że serwer i własna domena to jednak dobra decyzja.  
Oczywiście jak tylko przeniesienie dojdzie do skutku poinformuję was postem, nie martwcie się :)

Zapowiadałam posty o zakładaniu paypala i konta na ebayu  - mam nadzieję, że pojawią się już na nowym blogu. W razie czego jestem na FB :) Konto facebookowe się w żaden sposób nie zmieni więc można mnie łapać tam, jakby coś nie działało KLIK.
Pozdrawiam i trzymajcie kciuki, żebym nie zepsuła internetu :P

niedziela, 23 marca 2014

Gdzie zamawiać koreańskie mazidła?

Hej! Dzisiaj post o tym, gdzie opłaca się kupić koreańskie kosmetyki oraz o tym jakie są wady i zalety zakupów w różnych miejscach. W zależności od tego czy zależy wam na szybkiej przesyłce, niskiej cenie czy dostępie do bardziej niszowych produktów można wyróżnić miejsca w których warto dokonywać zakupów. Od razu wam powiem, że moje doświadczenia dotyczą w większości kolorówki ale spróbuję porównać też ceny pielęgnacji.
* ten post nie jest sponsorowany przez nikogo :) ma na celu zobrazowanie różnic cenowych w przypadku niektórych produktów koreańskich marek

Jeśli kogoś nudzą moje wynurzenia może zjechać niżej do części obrazkowej ;) Nie obrażę się :)

1. Ebay
Nie będę ukrywać, że ja jestem wielką fanką zamawiania kosmetyków koreańskich właśnie na Ebayu. Moim zdaniem jest tam po prostu najtaniej. Jak wybierać sprzedawcę? Ja po jakimś czasie widzę już znajome sklepy (polecam wam listę zaufanych sprzedawców u Good Morning Beauty KLIK, ja dodałabym jeszcze f2plus1 - nigdy nie miałam z nimi żadnych problemów),  jednak nie ograniczam się do zakupów tylko w nich. Po pierwsze, sprawdzam, czy wysyłają z Korei. Chińscy sprzedawcy będą was kusić konkurencyjnymi cenami jednak ja nie byłabym przekonana co do autentyczności produktów wysyłanych własnie stamtąd (zwłaszcza kremy bb). Po drugie sprawdzam opinie o sklepie - jeśli ktoś ma powyżej 98% pozytywów (przy np 3 tys. transakcji) to czuję się w miarę bezpiecznie.
Jakie są zalety zamawiania na ebayu:

  • niskie ceny,
  • przesyłka często wliczona w cenę (lub jakieś groszowe sprawy),
  • zasada, że to sprzedawca musi udowodnić że towar doszedł do klienta, 
  • płatność paypalem, która w jakiś sposób chroni nas przed oszustami niewysyłającymi produktów,
  • duży wybór produktów (plus dzięki niskim cenom przesyłek możemy zamawiać pojedyncze produkty w różnych sklepach).
Są też wady:
  • najtańsza przesyłka (czy ta wliczona w cenę) idzie do nas od 10 dni (parę razy mi się tak udało) do 3 tygodni,
  • za tracking przesyłki często trzeba płacić a najtańsze przesyłki są nierejestrowane, 
  • uzależnienie cen od kursu walut - im mocniejszy dolar tym cena wyższa,
  • nie znajdziemy tam produktów "niszowych" a nowości wchodzą z niewielkim ale jednak opóźnieniem,
  • dla niektórych wadą jest też konieczność posiadania paypala... choć ja osobiście uważam, że to nie jest wielkie utrudnienie a jest zabezpieczeniem naszej kasy.
Mi nie przeszkadza oczekiwanie na przesyłkę tym bardziej, że w większości przypadków jest bardzo tania i zazwyczaj znajduję na ebayu wszystko czego potrzebuję. 

2. Gmarket
Z Gmarketem jest jeden problem - moim zdaniem trzeba się choćby minimalnie orientować w hangulu. Nie oznacza to, że osoby nie znające koreańskiego nie mogą tam zamawiać - ale na pewno będzie im trudniej. Można poszukać tutoriali na necie i nimi się kierować a produkty wyszukiwać z pomocą google translate (wiem, ze to brzmi śmiesznie, ale nie ma co wpisywać "foundation" bo niewspółmiernie więcej wyszukiwań będzie przy "파운데이션"). Zazwyczaj na gmarkecie w przeciwieństwie do ebaya nie będziemy mieli jednego produktu w "aukcji" (choć tak też się czasem zdarza), który trzeba wybrać (ostatecznie zaznaczyć kolor) ale będą różne produkty (np. 3 rodzaje tintów) gdzie trzeba rozpoznać zapis w hangulu dla interesującego nas produktu a następnie koloru. Jest prawdopodobieństwo, że osoby nie znające koreańskiego systemu pisma mogą się pomylić - więc po prostu trzeba być ostrożnym. Jednak! Można z gmarketu zamawiać z kimś kto hangul zna albo wziąć udział w zamówieniu zbiorowym. 
Jakie są tego plusy:
  • gmarket daje nam dostęp do praktycznie wszystkich kosmetyków, które są na rynku koreańskim,
  • ceny kosmetyków na gmarkecie są zdecydowanie niższe niż w sklepach, allegro czy nawet ebayu,
  • zamawiając od wysokoocenianych sprzedawców z Korei mamy największe prawdopodobieństwo że to oryginalny produkt.
Jakie są minusy:
  • gmarket może niektórych przerażać "krzakami",
  • cena uzależniona od kursu walut (nie są to duże wahania ale jak w przypadku ebaya - im mocniejsza złotówka tym lepiej :P),
  • przesyłka nie jest tania (są specjalne tabele na gmarkecie gdzie możecie o stawkach poczytać). Cena przesyłki zależy od wagi całej paczki - do Polski ta cena zaczyna się chyba od 15 dolarów ale nie jestem pewna. W każdym razie nie opłaca się zamawiać 1-2 rzeczy i płacić tyle za przesyłkę.
Gmarket to świetna sprawa jeśli chcemy dorwać nowości, produkty niedostępne w sklepach internetowych czy ebayu - trzeba jednak wziąć pod uwagę, że żeby gra była warta świeczki trzeba zamówić trochę więcej produktów (lub zamówić z kimś), żeby opłacało się płacić za przesyłkę. Przy większej paczce jest też większe prawdopodobieństwo, że nasza paczka zostanie zatrzymana przez urząd celny i przyjdzie nam płacić vat. Nie wiem dokładnie jak to wygląda obecnie z vatem. Wydaje mi się ze na kosmetyki z korei zamawiane na własny użytek nie ma już cła ale nie jestem pewna. Natomiast może się zdarzyć vat przy większych paczkach - jeśli interesuje was ta kwestia zajrzyjcie na tego bloga, gdzie jest to bardzo sensownie rozpisane KLIK Jeśli interesują was zakupy na gmarkecie odsyłam was do Marvelous Coffee tam się dowiecie co i jak KLIK


3. Sklepy internetowe polskie
Polskie sklepy internetowe z kosmetykami koreańskimi wyrosły na fali zainteresowania kremami bb już kilka lat temu. Mając od początku dostęp do ebaya podeszłam do nich raczej sceptycznie - głównie ze względu na ceny. Jasne, rozumiem - musieli towar sprowadzić, opłacić cło itd i jeszcze muszą coś na tym interesie zarobić. Ale trudno oczekiwać, że mogąc zamówić coś na ebayu za 50 zł będę kupować to samo za 90zł w sklepie. Ostatnio jednak pewien sklep mnie dość pozytywnie zaskoczył cenami więc myślę, że może te różnice powoli przestają być aż tak drastyczne. 
Jakie są plusy zamawiania w sklepach internetowych:
  • szybka i zazwyczaj tania przesyłka, bo na terenie Polski,
  • brak dodatkowych kosztów typu vat i brak uzależnienia ceny od obecnego kursu walut,
  • czasem można zamówić odlewki kremów bb,
  • możliwość zapłaty tradycyjnym przelewem i łatwiejszy kontakt ze sprzedawcą (nie trzeba pisać maili po angielsku :P) oraz sam proces zamawiania.
Wady:
  • zazwyczaj cena jest nieco wyższa,
  • ograniczony wybór (muszę przyznać że powoli i to się zmienia jednak nadal nie jest to taki wybór jak w sklepach ebayowych, zazwyczaj mają do wyboru tylko kilka marek).
Czy polecam zamawianie w polskich sklepach internetowych? Eeeeee to zależy. Po postu zależy to od tego co dla was jest ważne. Czy wygoda i szybkość czy cena? Jeśli macie ograniczony budżet to lepiej poświęcić chwilę na rozpracowanie ebaya i paypala - jeśli natomiast nie macie cierpliwości do ebaya i długiego oczekiwania na przesyłkę to te sklepy są dla was! 

4. Sklepy internetowe zagraniczne
Ta kategoria jest osobno, bo te sklepy mogą się bardzo od siebie różnić. Są takie sklepy, w których ceny są podobne do ebayowych ale są i takie gdzie ceny są wygórowane. Przed zamówieniami sprawdzajcie ile kosztuje przesyłka i czy sklep na pewno wysyła do Polski :) Dobrze jest też sprawdzić opinie o sklepie i poczytać czy nikt się nie skarży na podróby. 
Ostrzegam też przed serwisami aukcyjnymi podobnymi do allegro czy ebaya - tam też można czasem znaleźć konkurencyjne ceny kosmetyków ale sprawdzajcie zawsze czy sprzedawca ma dobre opinie. 
Wybór w sklepach internetowych też jest różny - niektóre, np. w2beauty mają dosyć spory asortyment (w2beauty to sklep z Korei Południowej, który wysyła produkty na cały świat, przesyłka jest darmowa) ale są i takie, które mają tylko najpopularniejsze marki jak koreancosmetics (ci są z kolei z UK więc mają wyższe ceny a wysyłka jest płatna). 
Jestem w stanie doradzić wam tylko własny research, sprawdzenie cen i sprawdzenie opinii o sklepie. 
_______________________________________________________________________
Ok to tyle teorii i wrażeń - teraz ta ciekawa część. Porównamy sobie ceny i dostępność niektórych produktów. 

I. Zaczniemy od nowości czyli Etude House Magic Any Cushion, który do sprzedaży wszedł jakoś pod koniec lutego. STAN NA DZIEŃ 23.03.2014
1. Ebay

Mamy więc 60,21 za produkt plus bezpłatną acz wolną przesyłkę. Polecam zwrócić uwagę przy zamawianiu na zaznaczone kwadraciki :)
2. Gmarket



Cena produktu to 15,75 $ plus wysyłka do centrum gmarketu od sprzedawcy jest darmowa (zaznaczone na pierwszym obrazku FREE, czasem jest darmowa od jakieś kwoty zamówienia). Ten sprzedawca wysyła na cały świat a szacowana waga produktu to 0,2 kg (jest pod informacją o wysyłce międzynarodowej na drugim screenie) więc za wysyłkę zapłacimy 16,580 wonów, czyli trochę ponad 15 dolców. Razem mamy ok 31$ co przy obecnym kursie 3,05 daje nam 94,55 zł. 
3. Polskie sklepy
sprawdziłam 3:
  • Rice Candy - brak produktu
  • Urban Cupid - brak produktu
  • Asian Store - brak marki XD

4. Sklepy internetowe zagraniczne
  • Koreancosmetics - brak produktu
  • W2beauty :



Cena to 33,68$ plus darmowa wysyłka daje nam przy takim jak poprzednio kursie dolca: 102,72 zł

Myślę, że dalszy komentarz jest zbędny :)

II Pielęgnacja. Mówiłam, że ostatnio byłam zaskoczona cenami w polskich sklepach więc wrócę do znalezionego przeze mnie produktu, czyli krem z firmy Dr. G Gowoonsesang Mentor Cream. STAN NA DZIEŃ 23.03.2014

1. Ebay
Ebay przykro zaskakuje bo znalazłam tylko jednego sprzedawcę z tym kremem:
Cena to 106 zł ale ze względu na fakt, iż sprzedawca dopiero zaczyna przygodę z ebayem nie zdecydowałabym się na złożenie zamówienia. Poza tym więcej tych kremów nie widzę.

2. Gmarket
Na gmarkecie cena całkiem spoko ale do tego 15 $ przesyłki i mamy 45$ czyli 137 zł

3.Polskie sklepy
I tu moje zaskoczenie:
  • Urban Cupid:

Wielki plus bo doliczając dyszkę za przesyłkę pocztą priorytetową mamy produkt w cenie jak na ebay - 104 zł dostarczony w max 3 dni! Najs!

  • Rice Candy - marki brak
  • Asian Store - takoż


4. Zagraniczne sklepy
  • Koreancosmetics - marki brak
  • W2beauty - takoż

III. Ostatnie już porównanie produktu, który jest dosyć popularny i raczej wszędzie dostępny czyli Skinfood Peach Tea BB. Pozwolicie, że tu bez screenów tylko ceny i linki podam :)
STAN NA DZIEŃ 23.03.2014:
1. Ebay
Dobre opinie sprzedawcy, wysyłka z Korei, dużo transakcji i cena 23 zł razem z wysyłką KLIK
2. Gmarket
Na gmarkecie mamy 5,75$ plus ok 2 $ za wysyłkę do centrum gmarketu i 15$ za wysyłkę do Polski daje nam zawrotne 22,75$ czyli 69 zł KLIK
3. Sklepy polskie:
  • Urban Cupid - 42 zł plus przesyłka pocztą polską priorytetem ok 52 zł KLIK
  • Rice Candy - mamy 49 zł, plus 9,50 przesyłka daje nam 58,50 zł KLIK
  • Asian Store - nie widzę - jeśli jest, dajcie mi znać, zedytuję :)
4. Sklepy zagraniczne:
  • Koreancosmetics - 10 funtów plus 5,5 funta za przesyłkę czyli 15,5 funta o kursie ok 5zł daje nam 77,50 zł KLIK
  • W2beauty - brak produktu.


Oczywiście to porównanie nie obejmuje całego internetu (a jedynie kilka wybranych sklepów, pozostałe niech się nie obrażają :P ) ale widzicie mniej więcej jak to wygląda. Jeśli szukacie jednego konkretnego produktu proponuję skupić poszukiwania na ebay czy sklepach. Warto sprawdzić w kilku miejscach i porównać ceny oraz warunki dostawy. Jeśli chcecie zrobić większe zakupy albo zbiorowe ze znajomymi - zdecydowanie polecam gmarket!  :) 
Jeśli znacie jakieś sprawdzone miejsca z kosmetykami koreańskimi w konkurencyjnych cenach dajcie znać w komentarzach! 
Mam nadzieję, że komuś się ten długi i nudny post przyda :P
Pozdrawiam!

piątek, 21 marca 2014

Wiosenne nowości: magiczna poduszka od Etude House

Na pewno słyszałyście już o kremach BB w formie płynu/musu, którym nasączona jest gąbka. Ok, nie wytłumaczyłam tego najlepiej ale zobaczycie o co chodzi na obrazku. Cushion BB, czyli kremy BB z ową gąbką/poduszeczką, która oddaje produkt po naciśnięciu, cieszyły się do niedawna i pewnie nadal cieszą dosyć sporą popularnością. Wiele koreańskich marek kosmetycznych wypuściło swoje wersje tych kremów. Na wiosnę Etude House proponuje jednak coś nowego. Magic Any Cushion to... no właśnie? Co to jest? Trudno powiedzieć :P 

Nazwałabym to bazami korygującymi, bo na pewno nie jest to kosmetyk, który zapewni nam krycie. Jest to już trzeci produkt tego typu, który wypuszcza Etude i który ma poprawiać koloryt cery - można go nosić solo lub jako bazę pod krem BB. 
Firma zwyczajowo już wypuściła 3 kolory:

  • Peach/brzoskwiniowy - polecany dla osób z ciemniejszą karnacją, ma ją rozjaśniać,
  • Berry/różowy - polecany dla osób z niezdrowym, szarawym kolorytem, ma ożywiać cerę,
  • Mint/zielony - polecany dla osób z naczynkami i zaczerwienieniami, na niwelować widoczność czerwonego barwnika w skórze. 
*zależnie od serii tłumaczenie który kolor jest dla kogo może się różnić, spotkałam się z tłumaczeniem, że róż jest dla osób z bladą skórą a brzoskwinia dla osób z szarą cerą - jak widać nie warto trzymać się tego sztywno ;)
Jakby się ktoś zastanawiał skąd ta dziwna nazwa Any Cushion, która pojawiła się też przy gąbeczkowych bb kremach z Etude House to firma tłumaczy, że pochodzi od "ANYone, ANYwhere, ANYtime" czy jakoś tak :) Chodzi o fakt, że produkt jest prosty i wygodny w użyciu oraz łatwo wykonać nim poprawki... podobno.

Do baz dołączony jest aplikator w formie gąbeczki, który mnie osobiście najbardziej zaciekawił - jest to specjalnie zaprojektowana gąbka, która nie tylko równomiernie rozkłada produkt na twarzy ale też ma być łatwa do utrzymania w czystości. Technologia z kosmosu :P Tak się tym przejęli, że wypuścili też płyn do czyszczenia owej gąbeczki - bardzo ładnie! Plus, kiedy skończy nam się baza możemy dokupić samo uzupełnienie - takie ekologiczne!
<źródło: obrazki to materiały reklamowe firmy Etude House >

Jak wam się podoba idea takich baz? Ja śliniłam się już do poprzednio wypuszczonych baz (ba! nawet jedną mam ale czeka na recenzję) ale taka forma produktu mnie nie przekonuje. A was?

Jeśli chcecie zobaczyć swatche czy efekt na twarzy polecam te blogi KLIK, KLIK2, KLIK3 oraz ten z niezbyt przychylną recenzją KLIK4
Pozdrawiam!

sobota, 15 marca 2014

Wiosenne nowości - mleczne róże od Skinfood

Skinfood nie pozostaje w tyle jeśli chodzi o wiosenne nowości. Z różami kombinowali już wcześniej - może kojarzycie różaną serie z pudrowymi różami i balsamami do ust? Na wiosnę z kolei proponują nową serię Milky Rose. 
W składzie tej serii kosmetyków znajdują się kremowe róże, lakiery do paznokci, lakiery do ust w pędzelku, mgiełka utrwalająca makijaż i płyn do demakijażu. Na zdjęcie nie załapały się też naklejki na paznokcie z różami oczywiście. 
Kilka obrazków poglądowych jeśli chodzi o kolorystykę różów:
 oraz lakierów do ust:
Przyznam się, że ta seria do mnie nie przemówiła. Dużo bardziej podobały mi się pudrowe róże z poprzedniej różanej "limitki".  Jeśli jednak nie brać pod uwagę moich osobistych preferencji (mam pewną fobię jeśli chodzi o róże w kremie, pewnie niedługo o niej napiszę), to seria Milky Rose idealnie pasuje do makijażowego trendu aktualnie miłościwie nam panującego (w Korei... i naszych sercach :P).  Róże w kremie na pewno dają nieco naturalniejszy efekt, podkreślają fakturę skóry i dobrze roztarte będą nadawały młodzieńczego wyglądu i do tego znów nasycony kolor na ustach... widzimy pewne wzorce. 
W tej serii jest też kilka lakierów w pastelowych barwach, nawiązujących do kolorów róż.
<źródło obrazków - materiały reklamowe Skinfood from all over the internet :) i ich strony>

Podam wam jeszcze oczywiście link do bloga, na którym znajdziecie swatche produktów kolorowych (KLIK).
Na pewno jest to seria warta uwagi jeśli lubicie pastele i róż. Mnie osobiście kuszą tylko lakiery i fikser, na który może jeszcze się porwę (lato idzie, to będzie akuratny ;P). Podobają mi się strasznie kolory lakierów do ust i osobiście wolę błyszczące wykończenie niż wysuszające maty ale to opakowanie mnie nie przekonuje, nie lubię takich pisakowych mazideł za bardzo (za szybko je psuję) i raczej się nie skuszę. 
Co myślicie o tej propozycji na wiosnę? Dajcie mi znać co wam się podoba najbardziej! :)
Pozdrawiam :*

czwartek, 13 marca 2014

Etude House - Lips-fit PK003 Fantasy Fit Pink

Wczoraj baterie siadły ale to nic. Dzisiaj wracam do gry z nowym mazidłem. Przez ostatnie 2 tygodnie (mniej więcej) próbuję go okiełznać. Spróbuję odpowiedzieć na podstawowe pytanie - czy warto się na niego napalać i go zamawiać?
Mazidło ma formę "błyszczyka" ze standardowym gąbkowym aplikatorem. Konsystencja jest kremowa, pigmentacja raczej jak przy szmince w płynie. I pachnie pomarańczami. Totalnie mnie to zaskoczyło ale ma słodki cytrusowy zapach.
Zacznijmy od tego, że kolor tego mazidła to ogromny plus, jest śliczny. Po prostu razi po oczach! Idealny na wiosnę i lato. Coś absolutnie pięknego! Oni naprawdę nie patyczkują się z kolorami - dostajemy to samo co na swatchu czy to co w tubce. W każdym razie jest to jaskrawy ciepły róż z domieszką koralu.
Tu swatch:
A tu jedna warstwa na ustach w dziennym świetle:
Jak widać nie jest to ani czysty róż ani koral. Niestety widać też mój główny zarzut odnośnie tego mazidła - czyli smużące wykończenie.

Czy konsystencja jest jak obiecują "soft and silky"? Eeeee no nie wiem. Może przez chwilę, przy nakładaniu i owszem ale ten produkt schnie do bardzo suchego, pudrowego, niemal kredowego wykończenia (nie żartowali z tym matem) i wtedy się robi średnio przyjemnie. Co ciekawe nie wiem czy to kondycja moich ust się polepszyła czy to produkt sam w sobie taki jest ale mi ta szminka nie wysusza ust w tym sensie, że je ściąga itd (tak jak matowe szminki z Golden Rose) tylko powoduje dyskomfort przez to pudrowe uczucie na ustach (normalnie jakbyście wzięli puder sypki i nawalili na usta O_O). Nie umiem tego sensowniej wytłumaczyć. W każdym razie nie jest to szczególnie przyjemne w noszeniu (jak to większość matów) ale po zmyciu nie mam sahary i suchych skórek na ustach. A no i nie mogę jej wybaczyć, że potwornie podkreśla wszystkie rowki na ustach - fuj fuj.

Żeby było śmiesznie co wytrwalsi mogą z tym mazidłem popracować - można spróbować rozprowadzić go palcem albo jakimś pędzelkiem, żeby tak nie smużył. Dobrze też wygląda wklepany na środek ust. Sorry za inny kolor na zdjęciach ale te fotki były w cieniu i mój aparat zgubił koral :(
Tu jest jedna warstwa wklepana palcem na balsam, żeby zniwelować smugi i ostre brzegi. Niestety balsam pod spodem skraca jego żywotność znacznie :D
 A tu odrobina nałożona na środek ust (to chyba mój ulubiony sposób noszenia tego mazidła).

Podsumowując - jeśli maty nie robią wam z ust makabry i lubicie z nimi pracować to tak, to jest produkt dla was. Odnajdziecie się w tym wykończeniu i na pewno docenicie żywe kolory (ja doceniam). Jeśli jednak macie skomplikowane relacje z matami to są inne ciekawe koreańskie produkty, w które można zainwestować. O czym zresztą pewnie będzie w następnej notce o nowościach ;)
Dajcie znać jak wam się podoba ten odcień? Mnie ujął i cały czas staram się wypracować sposób noszenia go. 
Pozdrawiam!

środa, 12 marca 2014

Wiosenne nowości: kolorowe mazidła do ust Etude House

Jedną z nowości na wiosnę od Etude to... taaaak! Kolorowe mazidła do ust. Jakoś to nikogo nie zaskakuje pewnie. Jak wiecie ostatnio trendem w Korei jest make up z naciskiem na usta i pozostawienie reszty twarzy czystej, świeżej, naturalnej (lub po prostu sprawiającej takie wrażenie :P). Na fali tego trendu jechały już makijaże jesienno-zimowe z mocnymi burgundowymi czy czerwonymi ustami. Teraz czas na wiosnę i miejsce nasyconych czerwieni zajmują wesołe róże i ciepłe korale. Taka jest też mniej więcej kolorystyka nowych mazideł Etude House. Do tego stawiają na modny mat. Cała linia składa się z 8 produktów, 7 z nich to matowe szminki w płynie/musie (mają być "soft and silky") a ostatni produkt to coś w stylu top coatu czy przezroczystego błyszczyka.
Kolory od razu do mnie przemówiły! Tym bardziej przy takich materiałach reklamowych:
 Poniżej wszystkie kolory w linii:
Etude House zaleca używanie tego produktu na 4 rożne sposoby. Pierwszy efekt osiągniemy tradycyjnie przez położenie go na usta i pozostawienie tego matowego efektu. Drugi to gradient, czyli wystarczy nałożyć produkt na środek ust a brzegi zneutralizować korektorem, podkładem czy jasną szminką. Trzeci i czwarty sposób to dodanie top coatu do dwóch poprzednich. Wizualizacja poniżej... nie żeby to było koniecznie ale co tam ;)
<źródło - materiały reklamowe Etude House http://www.etude.co.kr/>
Niestety dzisiaj bateria mi padła i nie mogę napisać o swoich odczuciach wobec tego produktu ALE już się ładuje i jutro będę mogła zrobić recenzję koloru PK003 Fantasy Fit Pink. Sorry, takie mam baterie :P

Po swatche wszystkich kolorów zapraszam na ten blog(klik), zdjęcia na nim są świetne!
Jeśli chodzi o dostępność - gmarket i ebay, cena to około 25-35 zł.
Jak wam się podobają takie kolory na wiosnę? Albo ogólnie taki dziewczęcy look?
Pozdrawiam!

wtorek, 11 marca 2014

Wiosenne nowości: cwane podkłady Innisfree

Hej! Dzisiaj post o nowych podkładach od Innisfree. 
Wiosna, nowy sezon, wiele marek wypuszcza nowości... taka sytuacja. Tak też uczyniło Innisfree. 
Innisfree (hangul: 이니스프리) to Południowo Koreańska marka kosmetyczna należąca do korporacji AmorePacific, do tej samej korpo należą Etude House, Laneige, Aritaum czy HERA. Innisfree w tym zestawie jest ukierunkowana na naturalną pielęgnację i ogólnie ekologicznie zorientowana. Już jest spoko, nie?

W każdym razie na wiosnę Innisfree postanowiło trochę namieszać. Nowa linia podkładów o nazwie Smart Foundation to 4 różne formuły (Long Lasting, Water Balancing, Perfect Cover, Super Moisture), w zależności od tego czy potrzebujemy nawilżenia, krycia itd. w 3 kolorach i wszystkie o pojemności 15 ml. Dlaczego tak? Idea jest taka, że za każdym razem kiedy słońce wychodzi kobieta zmienia nieco kolor, stare podkłady idą w odstawkę i trzeba kupować nowe. Dużo produktu się marnuje. Tutaj z kolei mamy połowę normalnej pojemności podkładu (dodatkowo ceny tych podkładów też są bardzo niskie, około 5-6 dolarów) i formułę dostosowaną do naszych potrzeb.

Piąty kosmetyk w tej serii to Smart Make Up Blender - specjalny kosmetyk, który rozświetla cerę i pomaga podkładowi lepiej się w nią wtopić. 


(źródło - materiały reklamowe firmy http://www.innisfree.co.kr/)
Jeśli ktoś jest zainteresowany efektem jakie dają poszczególne podkłady to polecam post na tym blogu (KLIK) albo najnowszy filmik Pony, w którym pokazuje jak można je mieszać itd.:
Na razie te podkłady są dostępne tylko na gmarkecie, jeszcze ich nie widziałam na ebayu. Ich cena na gmarkecie to 5500 wonów. W przeliczeniu na złotówki to między 15-18 zł (wiadomo, zależy od kursu walut). Co myślicie o takich mini podkładach? Ktoś jest zainteresowany?
Ja bardzo! Mam nadzieję dorwać jeden (już podjęłam stosowne kroki :P Marvelous Coffee I love you) i może za jakiś czas pojawi się recenzja. 

W kolejnych postach postaram się przybliżyć wam co wypuszcza na wiosnę Skinfood i Etude House i może jeszcze ktoś inny... Zobaczymy :)
Pozdrawiam!

poniedziałek, 10 marca 2014

Pięciu wspaniałych na wiosnę i lato

Dziś szybki post o moich lakierowych typach na lato i wiosnę. Sorry, ale taki mamy klimat, że w Poznaniu dzisiaj jest 14 stopni a słońce daje po oczach. Wiem, bo mam w domu okno :D a przed oknem mam skwerek z ławkami itd., na który nagle ludzie zaczęli wychodzić i bytować. Zimą niespotykane!

Latem i wiosną jak wiadomo króluje kolor! Ja to oczywiście popieram. Przejrzałam swoją szafkę i muszę przyznać że mam kilka lakierów, które będą jak znalazł na ten okres. 
 Zaczniemy od lewej:
"Mięta" z Golden Rose. Pokazywałam ją na pazurach w tym poście (KLIK). Do wczoraj gościła na moich paznokciach, bo miałam ochotę na coś "wesołego". Lakier to Golden Rose z serii Paris nr 236. Do pełnego krycia potrzeba 3 warstw (chyba, że ktoś ma jakieś specjalne umiejętności to może 2 wystarczą). Na mnie te lakiery nie trzymają się specjalnie długo (przez co miałam okresowe myśli o porzuceniu go) ale jak dam bazę i top z Essie, to swoje wytrzymają (uff). W każdym razie kolor jest baaaardzo ładny. Odgrzebałam go i na wiosnę będzie jak znalazł.
Dalej jest Miyo w kolorze Siesta! Znowu 3 warstwy do pełnego krycia ale jak ktoś jest zawodowcem to da radę w 2. Ten kolor przypomina mi nieco Bikini so teeny z Essie (tylko przypomina, bo jest jaśniejszy i bez drobin) bo to taki jasny błękit. Żeby było śmieszniej Siesta na mnie wygląda lepiej niż Bikini, bo mam bledziutkie łapki :) Te lakiery można dorwać za 4 zł, więc polecam spróbować jakiś. 
Kolejny Miyacz.  Odcień Coco to jasny krem, dosłownie biel złamana żółcią. Chyba pół godziny się zastanawiałam, czy do rankingu wrzucić jego czy lakier z My secret w kolorze 114 Vanilla. Jednak wygrał ten częściej używany. Vanilla z My secret też jest godna polecenia ale jest ciemniejsza, zdecydowanie bardziej żółta (i krócej się trzyma na moich paznokciach). W Coco żółć jest nienachalna. Jedyne zastrzeżenie jakie mam do tego lakieru, to fakt, że ja potrzebuję aż 4 warstw do pełnego krycia... no szlag mnie trafia, ale z drugiej strony kolor jest tego wart (plus pachnie kokosem na paznokciach *_*). Kolor, jak i moje rozterki co do 4 warstw zobaczycie w tym poście(klik).
Musiał tu trafić. Wszyscy tak kusili tymi lakierami termicznymi z Eclair w zeszłym roku, że też się na jeden załapałam. No cóż, na ten najładniejszy czyli różowo-bananowy ;) Nie żałuję absolutnie. Jak tylko pomaluję nim paznokcie to potem łażę cały dzień i sprawdzam jak się kolor zmienia. Albo trzymam pazury pod wodą :D W każdym razie, jeśli będziecie miały okazję dorwać gdzieś ten odcień to koniecznie łapcie. Sam lakier też jest całkiem niezłej jakości - bez topu trzyma się na mnie tak jak lakiery Essie (3-4 dni), do krycia pełnego potrzebujemy (zgadnijcie?) 3 warstw i tylko ta niefortunna kokardka mnie doprowadza do szału, bo zawsze mam wrażenie, że ją przy malowaniu lakierem upaćkam :P
Jedyny Essiak, który załapał się do rankingu. Watermelon! Wiecie, że miałam okres, kiedy chciałam go oddać? Ja mam problem z tym lakierem. Na moich bladych łapkach ten jaskrawo czerwono-różowy lakier wygląda wulgarnie. Tak, wulgarnie. Nie wiem dlaczego, nie do końca rozumiem to zjawisko, bo fuksja czy inny mocny róż na moich paznokciach zazwyczaj się sprawdza a tu... no wyglądało to jak ręce taniej kobiety do towarzystwa. Nie mogę go nosić na palcach, bo coś kolorystycznie bardzo nie gra ale koniec końców go nie wymieniłam i dobrze...  okazuje się, że to idealny kolor na paznokcie u stóp XD Na paznokciach u stóp wygląda FE-NO-ME-KURCZE-NALNIE. Lepiej niż róż, lepiej niż czysta czerwień... Po prostu genialny lakier do sandałków i w tym roku zastąpi lakier z Rimmela 60 seconds w kolorze Funtime Fuschia jako mój naczelny lakier stopowy. 

To tyle - 5 lakierów w najbardziej letnich kolorach jakie u siebie wynalazłam. Są "żywe", są "wesołe" i genialnie wyglądają z opalenizną (zwłaszcza sztuczną u mnie :P). Jakie są wasze typy na letnie lakiery? Dajcie znać o swoich 5 ulubionych letnich lakierach w komentarzach! Czytam i notuję :P
Pozdrawiam! i macie wiosennego badylaczka z parapetu:

piątek, 28 lutego 2014

Spotkanie blogerskie: Looksfera

W ostatnią sobotę, czyli 22.02 miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu blogerskim, zorganizowanym przez Pana Macieja z Pro-Select w Studiu Wizerunku Looksfera. Miałam zamiar o swoich wrażeniach napisać wcześniej (w końcu MrMajlajf szybko wrzucił zdjęcia, więc było co ukraść) ale choroba mnie położyła, więc miałam prawie tydzień na ochłonięcie (choć ciągle jestem pod wrażeniem).
W rzeczoną sobotę spotkaliśmy się o 16.00 na ul Żydowskiej 9, gdzie na piętrze mieści się Studio Looksfera. Pozostałych uczestników już znałam (to ta zgraja z kieliszkami na zdjęciu powyżej :P), więc atmosfera była jak najbardziej luźna a potem... potem już było tylko lepiej. Wyobraźcie sobie, że prawie do 19.00 omawialiśmy podstawy Analizy Kolorystycznej! How cool is that? W ogóle sam pomysł, żeby zorganizować spotkanie nie poświęcone produktom kosmetycznym a właśnie kolorom i uświadomieniu nas nieco w sposobach ich wykorzystania jest genialny. Pan Darek Kubiak, wizażysta i makijażysta, opowiadał o temperaturze, walorze i chromatyczności kolorów oraz przełożeniu tych cech na podstawowe typy kolorystyczne. 

W tym samym czasie  Pani Basia Grzymisławska, stylistka fryzur w Looksferze, dodawała nam informacje o wykorzystaniu tych teorii we fryzjerstwie. 
Po prawie trzech godzinach nie tylko teorii ale i niewielkim dotknięciu praktyki, byłam super wymęczona (to był dla mnie ogólnie długi dzień) oraz nieco przytłoczona nadmiarem nowych i ciekawych informacji ale i strasznie zadowolona, że ktoś podjął się próby usystematyzowania mojej niepełnej, wręcz rozrzuconej wiedzy o kolorach. 

Nie chcę tworzyć jakichś tomiszczy ale żeby przybliżyć to, o czym mówił Pan Darek opiszę (och, jakże prostacko i) pokrótce, jak wygląda taka wizyta u wizażysty, który przeprowadza dla nas analizę kolorystyczną. 
Po pierwsze "nie" dla makijażu i najlepiej "nie" dla ubrań (my w tym zakresie oszukiwałyśmy), żeby wizażysta miał jak największy i najszerszy obraz naszej naturalnej kolorystyki. Następnie zaczyna się zabawa z foliami, żeby określić jaka temperatura kolorów nam pasuje, czy chłodna czy ciepła. 
Możemy poczuć się jak czekolada  (i ta mina... Donia mnie chciała udusić :P).
Następnie wizażysta określi walor (jasny a ciemny) naszego typu urody. W tym celu jak i w przypadku sprawdzania chromatyczności barw (czyste a zgaszone), które nam pasują używa się ram kolorystycznych. 
Dopiero po tych 3 etapach mamy możliwość stwierdzenia do jakiego z podstawowych 12 typów kolorystycznych należy dana osoba. Jakby ktoś się zastanawiał, mój typ urody jest dosyć oczywisty, jestem miękkim latem (chłodna, jasna i zgaszona) ale dodam, że nie zawsze jest to takie proste. 
Kiedy już wizażysta określi jakie kolory są dla nas bazowymi na podstawie naszego typu kolorystycznego, następuje etap przykładania kolorowych chust. Efekt końcowy jest taki, że po ostrym i czasem kilkugodzinnym maglowaniu wychodzimy z tzw. paszportem kolorystycznym, czyli taką książeczką, która zawiera kawałki materiałów, w kolorach, w których wyglądałyśmy najlepiej. Piękne, co nie? Dodatkowo możemy się dowiedzieć jak używać różnych akcentów kolorystycznych i kontrastów, by bardziej wydobyć naszą urodę!
Świetna sprawa -  na pewno ułatwiająca zakupy ;) Właściwie dobrane kolory potrafią ożywić twarz a nawet dać nam mały lifting (widziałam na własne oczy swoje ogromne chomicze policzki, kiedy siedziałam owinięta złotą folią i jak się zmniejszały przy srebrnej). Teraz już wiem jaki odcień różu mi pasuje najbardziej!
Był ktoś na analizie kolorystycznej - korzystacie przy zakupach z paszportów? Dajcie znać w komentarzach!

Zapraszam was do zapoznania się ze zdjęciami ich prac Pani Basi i Pana Darka na facebooku:
Dziękuję organizatorowi spotkania - Panu Maciejowi, dziewczynom i Wojtkowi! Świetnie się bawiłam :)

Blogi uczestników:
MrMajlajf (dzięki za zdjęcia, które bezczelnie ukradłam :*)

czwartek, 27 lutego 2014

Barry M - Kingsland road. Różowy cukier

Hej!
W końcu ładuję post z lakierem, który wziął udział w pączkowej sesji!
W dzisiejszym odcinku (:P) o cukierkowo-różowym lakierze.
Lakier ten zauważyłam na jakimś blogu poświęconemu paznokciom i z miejsca wzbudził we mnie dzikie pożądanie. Jest to idealny "baby pink". Przyznam się też, że jest to mój pierwszy i jedyny lakier piaskowy :) ten kolor skusił mnie na tyle, że po ponad roku opierania się piaskom, w końcu uległam. 
Opakowanie standardowe, pędzelek nie załapał się na fotkę ale jest zwykły, wąski. Maluje się nim w porządku - zalewam nim sobie skórki jak każdym innym lakierem. 
Żeby uzyskać krycie jak na zdjęciach trzeba jednak nałożyć aż 3 warstwy bo konsystencja lakieru jest bardzo wodnista. 3 warstwy to też mój limit - jeszcze jedna i rzucam butelkami lakieru na prawo i lewo mając legendarne k*rwiki w oczach. Udało mu się :P
Słyszałam, że plusem lakierów piaskowych jest ich szybkie wysychanie. W tym przypadku szybka to jest 1 warstwa. Przy 3 trzeba się chwile naczekać, żeby lakier dobrze wysechł i nic się nie odbijało itd. Polecam waszej uwadze końcówkę mojego środkowego palca, którego gdzieś "dotknęłam" i która się dziwnie odkształciła.
Jeśli jednak wytrzymamy to wysychanie i te 3 warstwy, to możemy się cieszyć pazurami przez dobre 4 dni. Jeśli dobrze pamiętam malowałam paznokcie w piątek (sesja pączkowa :P) i dopiero we wtorek wieczorem zaczęłam dostrzegać pierwsze poważne odpryski na bokach paznokci. Jak na moje paznokcie (nic się na nich nie chce trzymać :P) i brak top coatu to niezły wynik.

Lubię ten lakier za jego śliczny kolor ale nie przekonał mnie do piasków. Po prostu ta faktura nie jest dla mnie. Ma ktoś z was ten kolor?
Pozdrawiam!
Wystąpił błąd w tym gadżecie.