środa, 6 maja 2015

9 rzeczy, które doprowadzają do szału kociary

Od kiedy mam kota w mieszkaniu moje życie już nie jest takie samo :P Taaaak, tak, kocham ją bardzo ale czasem mam ochotę ją udusić! Są takie momenty kiedy chcę ją wyprać albo ogolić na łyso. Poniżej lista 9 rzeczy, które doprowadzają mnie do szału a jeśli masz zwierzę, w szczególności kota, to ciebie prawdopodobnie też :)

  • Ten moment wieczorem, kiedy smarujesz się kremem na noc i nagle czujesz, że coś cię łaskocze po twarzy. Nie możesz namierzyć tego ale dobrze wiesz, że to malutki biały koci włos!
  • Ta chwila, kiedy malujesz rzęsy i zadowolona ze swego dzieła przeglądasz się w lustrze a potem czujesz, że coś jest bardzo nie tak... jakiś niezidentyfikowany ciężar... jakiś koci włos osiadł ci na rzęsach i będzie cię cały dzień drażnił!!!
  • Wersja bardziej ekstremalna - czujesz, że coś cię drapie w oku i w akcie desperacji bierzesz chusteczkę oraz lusterko i zaczynasz tam grzebać. Wyciągasz 1 koci włos... 2 koci włos... 3 koci włos... i czujesz jednocześnie ulgę i przerażenie, bo boisz się ile włosów masz w drugim oku!
  • Już masz wychodzić z domu, wymalowana oczywiście jak babcia na procesję, kiedy podbiega kicia. No jak podbiegła to trzeba przytulić czy coś... może ucałować... DUŻY BŁĄD. Zamiast z błyszczykiem na ustach wychodzisz z domu z przerzedzoną wersją verlvet lips. Włosy! Wszędzie włosy
  • To samo z ubraniem. Wybrałaś czarne ciuchy? Znowu - DUŻY BŁĄD. Nawet nie musisz brać kota na ręce - 2 minuty po założeniu czarnego ubrania w domu, w którym żyje kot a wychodzisz w świat w czymś co przypomina wyleniałe futro...
  • Koty są z natury ciekawskie a co jest bardziej ciekawego od szuflad? Wcześniej czy później kot nauczy się otwierać szufladę albo poczeka na moment gdy jej nie domkniesz, dobierze się do twoich skarbów i przegrzebie twoje kosmetyki przy okazji niszcząc i dziurawiąc ząbkami kilka z nich. Błyszczyk? No strasznie dobry w smaku! Zaufaj mi... to się na pewno stanie. Ten dzień nadchodzi!
Niby wie, że ją wrabiam ale i tak porwała :D
  • Twój kot to złodziej? Kradnie skarpetki, papiery, owoce i co najgorsze PĘDZLE?!  Najgorzej gdy szukasz konkretnego pędzla 2 dni a potem znajdujesz go pod łóżkiem! Oczywiście kolejnego dnia zabawa zaczyna się od nowa... tylko z innym pędzlem.
  • Normalnie powiedziałabym, że kocie czułości się mile widziane zawsze i wszędzie ale jest taki moment, kiedy człowiek musi powiedzieć nie... np. kiedy stara się zrobić w miarę ładną kreskę eyelinerem (i jeszcze jak bóg da to taką żeby pasowała do drugiego oka!). Wszyscy wiemy że rysowanie kreski to bardzo precyzyjna robota i każda kobieta podchodzi do tego niczym saper do bomby a tu kot z tyłka przychodzi i akurat teraz musi się połasić właśnie o twoją rękę. Nie o nogę, nie za 5 minut... TERAZ! O RĘKĘ! TĘ RĘKĘ!
  • I moje ulubione kocie zachowanie, podglądanie. Szczerze mówiąc już się przyzwyczaiłam do całkowitego braku prywatności i tego że prawdopodobnie przez następne 10-15-20 (oby) lat będę chodzić do toalety w parze z kotem. Niemniej jest to niesamowicie irytujące - kot musi koniecznie wiedzieć co się dzieje w łazience za zamkniętymi drzwiami. Bierzesz prysznic a kot zerka jednym okiem co wyprawiasz w kabinie, siedzisz na sedesie a kot próbuje dojrzeć co robisz (to na pewno każdy właściciel kota przeżył...), myjesz zęby a kot akurat MUSI się położyć w zlewie bo on też chce się wykąpać. Koty i łazienka... temat rzeka!
Jeśli przeczytałaś wszystkie 9 punktów i pomyślałaś  "o! mam tak samo!" to ratuj się, będzie tylko gorzej :D Są jeszcze jakieś rzeczy, które was, kociary, irytują? Związane jakoś pośrednio z urodą?

czwartek, 23 kwietnia 2015

Etude House Play 101 - pierwsze wrażenia i swatche

Wczoraj przyjechały do mnie trzy kredki Etude House z serii Play 101. Idea tej serii jest taka, że mamy do wyboru 50 żelowych, wysuwanych kredek o różnych kolorach i wykończeniach, których można użyć wszędzie na twarzy - w roli kredki, cienia, różu, rozświetlacza, korektora czy szminki. Niektóre kolory mają specyficzne zastosowania (np kredki glossy są do ust i policzków) ale to nie zmienia faktu, że jak ktoś jest odważniejszy to może ich użyć gdzie chce.
Ja zamówiłam trzy kolory: 6 (wykończenie shimmer/rozświetlacz), 23 (wykończenie glossy/szminka/róż) i 39 (wykończenie glitter/kredka/cień) na próbę i jestem zachwycona po pierwszych testach.


Kredki są pięknie napigmentowane, suną jak masło (do tego stopnia że 23 dzisiaj złamałam robiąc swatcha, są super miękkie) a następnie zasychają (oprócz tych glossy)  - mamy dosłownie chwilę żeby je rozetrzeć (jak ja dół swatcha).


Na ustach kredka nr 23 prezentuje się tak (nałożyłam ją i roztarłam na ustach pędzelkiem... krzywo :P oh well)



To wykończenie glossy nie jest super długotrwałe - ściera się przy jedzeniu i jest raczej jak tint czy odrobinę barwiąca szminka. Natomiast pozostałe dwie są genialne!! Tak wygląda moja łapka po umyciu jej wodą i mydłem:

Jeśli uda wam się je dostać na ebayu w rozsądnych cenach (bo widziałam, że od czasu, kiedy ja je pierwotnie oglądałam poszły nieco w górę), czyli w okolicach 20 zł to polecam. Może niekoniecznie te glossy bo myślę, że to spokojnie można zwykłą szminką zastąpić ale pozostałe dwa wykończenia jakie mam są świetne. Ja będę wyczekiwać jakiejś promocji bo mam już upatrzone kilka kolorów :P
Idę się gapić na błyszczące swatche... baaay! :)
PS. Drugich wrażeń nie będzie bo dalej mam takie samo zdanie - b. trwałe kredki żelowe. Me like :D

czwartek, 16 kwietnia 2015

Koreańska pielęgnacja twarzy

Temat dłuuugi i szeroki ale skoro jest zainteresowanie to czemu nie. Od razu zacznę od kilku informacji, przez pryzmat których trzeba patrzeć na poniższy tekst:
  • po pierwsze i pewnie najważniejsze - nie praktykuję wszystkiego co opisuję, staram się opisać punkt widzenia Koreanek,
  • każda osoba ma trochę inne zwyczaje pielęgnacyjne (co ma sens, bo nie ma dwóch takich samych cer), więc to co opisuje to raczej jakiś schemat
  • tendencje jak wiadomo ulegają zmianom i to co jest popularne teraz może się zmienić niedługo
  • na pielęgnację koreańską trzeba patrzeć z trochę dalszej perspektywy, jest to podejście holistyczne zakładające dbanie o dietę, regularne wizyty u kosmetyczki i przeglądy u dermatologa - myślę, że to powinno być największą inspiracją dla nas :)
Jeśli zaś chodzi o samą pielęgnację to opiszę krótko(ktoś w to uwierzył? :P) co udało mi się zaobserwować u koreańskich beauty guru, w programach z kategorii beauty i gdzieś poczytać.
Zacznijmy od tego, że bardzo mocny jest teraz, oprócz oczywiście pielęgnacji nastawionej na anti-aging i whitening,  trend poreless/ pore minimizing. Bardzo często zwłaszcza u młodych osób pielęgnacja jest nastawiona na zapobieganie powstawaniu wyprysków i zaskórników ale też na utrzymywaniu porów w ryzach. Dużą popularnością cieszą się wszelkie specyfiki złuszczające martwy naskórek, oczyszczające i zamykające pory, które mają pomóc w uzyskaniu niezwykle gładkiej faktury twarzy.
Anti-aging (podobno teraz przechodzi w trend Aging well) nadal mocny, masaże, ćwiczenia twarzy dobrze się trzymają.  Koreanki starają się obchodzić z twarzą możliwie jak najdelikatniej (chyba że akurat ugniatają ją i masują :P) oraz chronią ją przed słońcem i wysokimi temperaturami.  To unikanie słońca wpisuje się również w dalej panujące przekonanie, że skóra piękna to skóra jasna i bez przebarwień a wszelkie specyfiki wybielające i ujednolicające skórę dalej są na topie.
Koreańskie podejście do pielęgnacji skóry kładzie też nacisk na naturalne składniki i ogólnie dbanie o całe ciało (ćwiczenia, dieta, ziołowe herbaty i nawadnianie). Bardzo popularne są kosmetyki naturalne, robione samodzielnie toniki czy maseczki oraz kosmetyki z produktów fermentowanych.
Zanim przejdziemy do samej pielęgnacji proponuję obejrzeć filmik instruktażowy o właściwej mimice twarzy podczas wykonywania zabiegów pielęgnacyjnych :P te miny mnie rozwalają:

źródło: https://www.youtube.com/watch?v=ef4ULp8Ma98
Same rytuały pielęgnacyjne są różne ale można nakreślić pewien specyficzny schemat pielęgnacyjny.
Pielęgnacja nocna:
1. Krok pierwszy to zmywanie makijażu. Tu pozbywamy się produktów które mamy na twarzy i oczach - bardzo popularne w tym celu są olejki do demakijażu. Jeśli ktoś jak ja czarno widzi olej na oczach, można dodać dodatkowy krok ze zmywaniem makijażu oczu płynem dwufazowym czy micelarnym czy czym tam się chce :)
//Co jakiś czas po pierwszym kroku pojawia się jeszcze krok opcjonalny a mianowicie okłady ciepłym ręcznikiem (kładziemy ciepły ale nie gorący(!!) ręcznik na twarz i czekamy kilka minut), które otwierają pory i sprawiają że późniejsze oczyszczanie czy peeling dokładniej pozbywa się sebum i zanieczyszczeń, które się w nich zebrały. Jest to podobne do wszelkich parówek skóry.
2. Koreanki przykładają dużą wagę do oczyszczania skóry, po zdjęciu makijażu przychodzi czas na drugie oczyszczanie, które ma na celu zmycie wszystkiego co pozostało na twarzy czy co znalazło się w naszych porzyskach itd. Popularne są pianki i kremy oczyszczające oraz różne pędzle do oczyszczania, gąbeczki czy szczotki.
3. I tu się zaczynają jazdy :D kilka razy w tygodniu zaleca się zrobić peeling. W Korei dużo bardziej popularne są wszelkie peelingi enzymatyczne, które przez zawarte w nich kwasy delikatnie złuszczają naskórek, zamiast peelingów mechanicznych, które robią to przy pomocy zawartych w nich drobinek. Koreanki uważają że peelingi mechaniczne mogą tworzyć mikrouszkodzenia skóry i stąd ich mniejsza popularność (nie znaczy to, że każdy ich unika, czasem się nawet łączy te dwa rodzaje lub nakłada je na różne partie twarzy, w zależności od grubości skóry). Natomiast występowanie tego kroku jest zmienne. Jedni robią to po dwuetapowym oczyszczaniu skóry, inni robią to po zmyciu makijażu i przed drugim oczyszczaniem. Można powiedzieć że to zależy od danej osoby, bo spotkałam się z obiema wersjami.
// Maska oczyszczająca - nie może być zbyt łatwo. Jeśli macie zamiar użyć maski oczyszczającej czy wszelkich glinek, których zadaniem jest m in. oczyszczenie i zwężenie porów to jest to czas właśnie na nie, by po zmyciu maski można było znormalizować skórę i oczyścić ją jeszcze tonikiem.
4. Jeśli oczyściliśmy już  dokładnie twarz to pozostaje zamknąć otwarte pory przy pomocy toniku. Jeśli zastosowaliśmy peeling po dwuetapowym oczyszczaniu skóry tonizowanie skóry ściągnie też z niej jakiekolwiek resztki tego produktu. Tonik kończy fazę oczyszczania skóry.
5. Po dwóch myciach, peelingu i tonizowaniu nasza skóra jest czysta a martwe komórki zapychające pory usunięte. Jest to idealny moment żeby napakować do niej dobroczynne substancje.  Zaczynamy od tego, co zawiera najwięcej skoncentrowanych substancji aktywnych czyli od serum. Sera często mają to do siebie, że owszem są bardzo skoncentrowane ale też ich składniki bardzo szybko się ulatniają, aby temu zapobiec mamy następny krok czyli lekka emulsja nawilżająca która zamknie te składniki w skórze.
//Maska nawilżająca czy odżywcza lub wklepana esencja*(bo tym w zasadzie te maski są) - ta maska może pojawić się już po tonizowaniu skóry a czasem nawet po nałożeniu serum. Naprawdę możliwości jest wiele. Jeśli zastanawiacie się gdzie wepchnąć maskę polecam odpowiedzieć sobie na pytanie - czy będziemy tę maskę zmywać? Jeśli tak warto ją umieścić przed tonizowaniem skóry, jeśli będzie to maska, która może pozostać na skórze można ją wepchnąć już po tonizowaniu skóry a może nawet po serum. Wiele masek w płachtach (sheet masks) jest odbieranych przez Koreanki właśnie jako takie pojedyncze serum, więc jeśli danego dnia potrzebują ekstra nawilżenia to strzelą sobie taką maskę np. przed swoim normalnym serum :) Dodam też że w przypadku masek nie ma żadnych ograniczeń - Koreanki obserwują swoją skórę i decydują czego jej akurat trzeba. Jeśli to oznacza że codziennie przez 2 tygodnie będą nakładać dodatkowo maskę to ok.
* żeby dołożyć do tego całego zamieszania wątpliwości to pozwolę sobie powiedzieć, że to czym jest esencja teraz (czyli płynnym nawilżającym koncentratem nakładanym przed, zamiast lub po serum, tym co często lata w opakowaniach sheet masks) to coś innego niż esencja kiedyś. Dawniej esencje były bardziej podobne lotionom. Miały trochę gęstszą konsystencję i ich funkcją było nawilżanie.
6. Lotion - kiedy już mamy te najbardziej skoncentrowane składniki na twarzy, chcemy je tam zatrzymać, dlatego zaraz po serum czy po wklepaniu w twarz esencji nakłada się lekki lotion (wydaje mi się, że można równie dobrze nazwać to emulsją nawilżającą, bo tym w zasadzie jest). Lotion ma za zadanie nawilżyć skórę. Jest lekki, nieco rzadki, łatwo się wchłania.
7. Krem pod oczy. Wiadomka  - nie można tego pominąć :D
8. Ostatecznym krokiem jest zamknięcie całości kremem lub night packiem (maska całonocna). Podobno można strzelić oba ale dla mnie to jest overkill. Tu chcemy okryć twarz płaszczykiem spod którego nie uciekną nam dostarczone w serum substancje aktywne oraz dostarczone w lotionie nawilżenie. Jeśli nakładamy maskę całonocną to również po to, by dodatkowo pracowała kiedy śpimy (ja tego nie widzę, widzę raczej upierdzieloną pościel :P).
Jeśli chcecie stosować koreańskie metody pielęgnacji ale nie możecie zapamiętać wszystkich kroków to pomyślcie o tym w ten sposób, że najpierw dokładnie oczyszczacie cerę (konieczne dwuetapowe oczyszczanie), później ją normalizujecie (tonik) a następnie jak na cebulę ją ubieracie (zaczynamy od najlżejszych konsystencji z największą liczbą dobroczynnych składników a kończymy na ciężkich kremach).
Ile kroków ma koreańska nocna pielęgnacja? Podobno od 10 do nawet 17 :D Tych 17 jeszcze nie widziałam, tak naprawdę wydaje mi się, że większość osób zamyka się w około 10. Usłyszałam też kiedyś fajny komentarz do takiej ekstensywnej pielęgnacji, który brzmiał mniej więcej tak, że dla Koreanek poświęcanie tyle czasu na pielęgnację twarzy jest po prostu normalne, bo taką rozbudowaną pielęgnację miały też ich matki i w takiej formie ją podpatrzyły :D
Ciekawy przykład domowego spa:

źródło: https://www.youtube.com/watch?v=CVifVBwAquQ&index=23&list=PL6RTpTZHxd9GRGrZKtsTKrx24BYJyJRtT
Pielęgnacja cery w ciągu dnia:
1. Wstajemy i myjemy twarz. Musimy zmyć to co pracowało dla nas w ciągu nocy, czyli krem lub maskę na noc. Do tego celu używamy pianki czy kremu do mycia twarzy.
2. Tonizujemy bo tonizować warto :D Czyli przecieramy twarz by znormalizować ją i zebrać cokolwiek mogłoby na niej zostać.
// Maska nawilżająca czy odżywiająca - wiadomo, jeśli wolisz zrobić to rano, czemu nie? XD Zwłaszcza takie maski rozjaśniające często lepiej zrobić rano, żeby makijaż wyglądał korzystniej.
3. Nakładamy serum, wiadomo  serum zawsze spoko :)
4. Lotion, chcemy "uwięzić" serum i nawilżamy skórę.
5. Krem z filtrem. Możemy pod filtrem położyć jeszcze krem na dzień choć dla mnie to jest też overkill. Jeśli wasza skóra jest super sucha  i potrzebujecie tych wszystkich kroków to ok. Jeśli jednak lotion dostatecznie nawilży waszą skórę to można przejść od razu do kremu z filtrem.
6. BB cream albo baza i dalszy makijaż. Wspominałam, że ostatnio króluje lekki make up. Ma to sens, zwłaszcza, że co 2-3 godziny trzeba go nakładać ponownie (bo filtry :P). Koreanki traktują to bardzo serio i reaplikują filtry do twarzy albo  stosują filtry w sprayu czy w pudrze, które nieco łatwiej ponownie nakładać w ciągu dnia.
7. Face mist, czyli wszelkie mgiełki do twarzy. Pisałam ostatnio na FB, że nie tylko przed słońcem Koreanki chronią swoją cerę ale też przed ciepłem. Dowiedziałam się z bardzo (nie)naukowego koreańskiego programu o urodzie,  że zwiększenie temperatury powierzchni skóry o 1 stopień zwiększa produkcję sebum aż o 10%. Większa temperatura ma też powodować szybsze starzenie, dlatego Koreanki spryskują swoją twarz mgiełkami aby ją nieco ochłodzić.
Przykład:

Kilka dodatkowych słów:
Jeśli chodzi o sposoby nakładania to oczywiście wklepywanie jest popularne ale nie jest to jedyny sposób w jaki Koreanki nakładają kosmetyki. Jest to temat na osobny post, którego nie będzie, bo za mało o tym wiem ale są różne techniki nakładania różnych produktów. I tak jak wklepywanie jednych produktów ma sens tak potencjał innych można wykorzystać lepiej przez proste ruchy imitujące masaż. Spotkałam się z wieloma opiniami, że zwłaszcza poranne nakładanie kosmetyków można robić metodą "od środka twarzy" (nie znam fachowej to sobie wymyślę :P), która polega na tym że wykonujemy ruchy od nosa na zewnątrz twarzy jednocześnie robiąc krótki masaż drenujący, co zmniejsza opuchliznę twarzy. Wygląda od mniej więcej tak, że rozprowadza się produkt od środka czoła na zewnątrz, od kącika nosa pod kością policzkową na zewnątrz, później opierając palec serdeczny na kąciku nosa przesuwamy dłoń po policzku na zewnątrz , później od środka brody w górę ku małżowinie usznej i na końcu zjeżdża się po szyi w dół by całkiem odprowadzić limfę z twarzy (ma to pobudzać limfę do przemieszczenia się w kierunku węzłów limfatycznych, na pewno znajdziecie te techniki szukając pod haśle "masaż drenujący" natomiast tu jest to wersja nieco delikatniejsza).  Bardzo popularnie są też gładkie ruchy dłoni, których nie umiem opisać ani zademonstrować czy po prostu przykładanie do twarzy rąk wysmarowanych produktem ale ogólna zasada jest dość prosta: produkty nakłada się tak, żeby nie ciągnąć skóry i w żaden sposób jej nie podrażniać (jeśli po oczyszczaniu skóry bądź po nałożeniu jakiegoś produktu skóra jest czerwona to coś jest nie tak). Można to zrobić po prostu używając niewiele siły i wykorzystując produkt jako barierę między ręką a twarzą. Bardzo popularne są też "spieniacze" zwłaszcza dla produktów oczyszczających. Są to takie gąbeczki (tu linkuję jej recenzję na cudzym blogu żeby było wiadomo o co mi chodzi LINK), które mają za zadanie spienić produkt  i tę pianę wykorzystuje się do mycia twarzy. Niby nic nowego ale chodzi o fakt umieszczenia gęstej piany między twarzą a palcami, by zredukować nacisk czy ewentualne ciągnięcie skóry palcami przy czyszczeniu twarzy ruchami okrężnymi. Temat co jak nakładać jest naprawdę głęboki i jeśli kogoś interesuje to warto poczytać o tym więcej bo są różne techniki, które mogą maksymalizować efektywność danego produktu. Jednak jeśli wklepywanie ci pasuje to też spoko - just sayin' ;)
Dalej kwestia kosmetyków. Jeśli podoba wam się ten schemat pielęgnacji i chciałybyście go wdrożyć to pewnie zastanawiacie się teraz czy warto zamawiać koreańskie kosmetyki. Powiem tak - to zależy :P To nie jest tak, że koreańskie kosmetyki są najlepsze na świecie. Trzeba wziąć poprawki na to, że jak w każdym kraju są różne półki cenowe, te kosmetyki się bardzo różnią jakościowo i nawet to, co jest bardzo promowane w necie dla was może okazać się niewypałem. Ja osobiście rzadko się decyduję na jakieś koreańskie kosmetyki pielęgnacyjne (czy w ogóle azjatyckie), bo nie znam się na składach za bardzo i opieram się bardziej na recenzjach a najlepsze recenzje zbierają kosmetyki, które niestety są drogie (haha jak na przykład japońskie kosmetyki SK-II :P I wants! lol). Tak więc jeśli macie ochotę zainwestować w kosmetyki z wyższej półki, to zróbcie research i kupujcie a jeśli wasz budżet jest ograniczony to można taki schemat pielęgnacji wdrożyć przy pomocy kosmetyków, które kupimy w sklepach stacjonarnych czy zrobimy same (bankowo znajdziecie w sieci przepis na zrobienie olejku do zmywania makijażu czy toniku na bazie hydrolatów). Dodam też, że Koreanki bardzo cenią sobie kosmetyki naszej rodzimej Ziaji. Jest to o dziwo marka dość popularna i wiem, że wiele osób odwiedzających Polskę właśnie Ziaję przywozi do domu w ramach prezentu z podróży (bo wiadomo, nasze ceny są o wiele niższe niż w Korei).
I zakończę ten jakże długi post swoim osobistym zdaniem i podejściem do pielęgnacji koreańskiej: ain't nobody got time for all that shit. Serio - dla mnie w większości to jest overkill. Podoba mi się idea podwójnego oczyszczania skóry ale nie jest to dla mnie nic nowego tak samo jak jej tonizowanie czy nakładanie serum. Lotiony to dla mnie niepotrzebny krok, zarówno wieczorem jak i rano, wolę po prostu sztachnąć się od razu kremem. Koreańska pielęgnacja twarzy to dla mnie raczej inspiracja i tak ją traktuję - mają ciekawe techniki nakładania, ciekawe teorie odnośnie tego co jest dla skóry dobre a co złe, podoba mi się też ich uwielbienie do masek i na pewno podziwiam ich samozaparcie w dbaniu o skórę, bo kiedy ja jestem zmęczona to po prostu myję twarz, przecieram tonikiem, kładę krem i niczym zombie idę do łóżka stwierdzając, że to "close enough" XD  To co doceniam najbardziej, co zdecydowanie wyniosłam z tego schematu i uważam, że na pewno nikomu nie zaszkodzi to jest reagowanie na potrzeby skóry. Zdecydowanie warto przyglądać się skórze, poznać ją i reagować kiedy widzimy, że potrzebuje nawilżenia, złuszczania czy głębszego oczyszczania a nie stosować jeden sztywny schemat pielęgnacyjny.
Właśnie takie ślepe podążanie za tym schematem pielęgnacji nie jest pozbawione wad (moim zdaniem). Ostatnio bodajże na świetnym blogu Kosmostolog (KLIK) przeczytałam o tym, że nadmierne nawilżenie (które w kosmetyce koreańskiej jest na 1 planie) może rozpulchniać zewnętrzne warstwy skóry i tym samym utrudnić jej prawidłowe złuszczanie (czy jakoś tak, to niesamowicie naukowe było więc parafrazuję ale odsyłam was na tamten blog :P), zwłaszcza gdy chodzi o skórę tłustą.  Warto też wspomnieć, że Koreanki często odwiedzają kosmetyczki i rutynowo odwiedzają dermatologa - jeśli macie problemy skórne i myślicie że przejście na taką pielęgnację od razu poprawi stan waszej skóry to niestety możecie się zawieść. One też zazwyczaj zasięgają fachowej pomocy przy doborze pielęgnacji i rozprawiają się z problemami na wielu frontach (np kosmetyki+dermatolog+ dieta).
Na pewno zapomniałam o milionie rzeczy ale jakby co możemy podyskutować w komentarzach.
Macie jakieś doświadczenia z Koreańską pielęgnacją? Ktoś stosuje 10 kroków przy wieczornych zabiegach pielęgnacyjnych?
Dajcie znać jak macie jakieś nietypowe sposoby pielęgnacji, które się u was sprawdziły? Ja powoli przymierzam się do postu o swojej pielęgnacji ALE problem jest taki, że ja lubię praktycznie co noc zrobić coś innego. A to jakaś maseczka, a to jakiś dziwny peeling z płatków owsianych XD ale spróbuję!

wtorek, 31 marca 2015

Holistyczne dbanie o urodę w Korei

Dzisiaj wpis pogadankowy, który trudno mi było zatytułować. Ostatnio udało mi się odkryć popularny koreański program poświęcony urodzie w wersji z angielskimi napisami, więc siedziałam i oglądałam nocami :) Jeśli ktoś jest zainteresowany to program nazywa się Get It Beauty i można go znaleźć na dramacrazy.  Bardzo wyraźnie zauważałam pojawiające się nowe trendy makijażowe, które zresztą już wcześniej mi się przewijały czy to w materiałach reklamowych kosmetyków czy w dramach czy też w filmikach koreańskich bjuti guru. Jednak to co najbardziej mnie uderzyło to fakt ich zupełnie innego podejścia do makijażu i do dbania o urodę.
my love from another star
Każdy kto choćby w niewielkim stopniu interesuje się Koreą wie, że Koreanki szczególną wagę przykładają do dbałości o piękną, młodą cerę, bez wyprysków i bez przebarwień. Oczywiście najlepiej jeszcze żeby ta cera była w miarę jasna. Takie zachowanie wydaje się dość naturalne w kraju, w którym piękno ocenia się głównie po walorach estetycznych twarzy (polecam wam dorwać książkę "Koreańczycy, Chińczycy, Japończycy", w której autor podaje, że w kwestiach urodowych Koreańczycy największą wagę przykładają do twarzy, Chińczycy najwięcej uwagi poświęcają nogom a Japończycy piersiom - oczywiście to takie grube uogólnienie, wiadomo że dbają również o pozostałe części ciała ale autor dobrze wyjaśnia skąd fascynacja tymi częściami ciała u poszczególnych nacji).  Ta niezwykła dbałość o cerę i wszelkie zabiegi przeciwzmarszczkowe Koreanek nigdy nie wydawały mi się osobiście jakoś szczególnie innowacyjne i AŻ TAK dalekie od tego co widzimy na co dzień w kulturze zachodniej aż do momentu, kiedy oglądając ten program stwierdziłam, że to idzie o wiele dalej, niż nam na pierwszy rzut oka się wydaje. Chodzi o zupełnie odmienne podejście do dbania o urodę. Bardziej holistyczne.
Ja przez całe życie myślę o kosmetykach w kategoriach "kosmetyki pielęgnacyjne" i "kosmetyki kolorowe". Tam, gdzie kończy się dla mnie pielęgnacja,  zaczyna się kolorówka.  Przypuszczam, że wiele  z was ma podobnie (taki znak naszych czasów, przynajmniej tak mi się wydaje). Jednak oglądając niektóre programy z cyklu Get It Beauty można odnieść jednak wrażenie, że dla Koreanek takie podziały w ogóle nie istnieją, że te dwa zbiory się wzajemnie przenikają. No ok, może niektórzy już zauważyli wcześniej tę tendencję, kiedy panował szał na kremy bb, które miały jednocześnie wyrównywać koloryt cery (kolorówka) i o nią dbać (pielęgnacja), przynajmniej w założeniu. Jednak takie dbanie o urodę w Korei ma dużo dalej idące implikacje. To nie tylko kosmetyki kolorowe, które pełnią też funkcje pielęgnacyjne ale i np. pielęgnacja nakładana na kosmetyki kolorowe(MADNESS!). Ma to też bardzo duży wpływ na sposób postępowania młodych dziewczyn z problemami skórnymi. Jak Boga kocham, OBECNIE można wymieniać dziesiątki zachodnich youtubowych bjuti guru, które mają dość potworną cerę i uczą młode dziewczyny, jak ją ładnie zaszpachlować. Efekt jest taki, że zamiast walczyć o piękną cerę wiele młodych osób poświęca zdecydowanie więcej energii na zakrywanie niedoskonałości (nierzadko przyczyniając się do powstawania nowych). Podejście Koreanek jest inne - makijaż NIE MOŻE  wyglądać dobrze jeśli cera wygląda źle. W zgodzie z tym podejściem pozostaje fakt, że większość Koreanek nie czeka z wizytą u dermatologa na jakieś problemy skórne a mają zaufanych lekarzy, do których co jakiś czas wybierają się na kontrole. Zła cera to nie tylko taka z wypryskami czy wyraźnymi przebarwieniami ale również pozbawiona blasku i zmęczona!
Screen z dramy Hotel King
Taki przykład innego sposobu myślenia: obecnie trendem w Korei jest dość minimalistyczny makijaż - nieskazitelna cera, odrobinę podkreślone rzęsy i brwi plus akcent kolorystyczny na usta. Taki makijaż ma swój urok, jest bardzo młodzieńczy i świeży ale  wygląda dobrze tylko wtedy, gdy ta cera jest faktycznie nieskazitelna.  Jak makijażysta z zachodu uzyskałby taki efekt? Znając życie nałożyłby jakąś bazę, później podkład, później punktowo zakrył to co mu nie pasuje itd. C'nie? Tego się też spodziewałam, więc głęboko się zdziwiłam, kiedy makijażysta Koreański zaczął od nałożenia maski!
Przyznam, że przemawia do mnie takie podejście do kosmetyków. Jak sobie tak pomyślę o własnych rytuałach urodowych, to muszę z ręką na sercu przyznać, że do niedawna dużo więcej czasu poświęcałam kolorówce i o ile jest to na pewno przyjemniejsze, bo kto nie lubi się miziać mazidłami(?? jest tu taki ktoś?), to jednak na dłuższą metę dużo bardziej opłacalne jest inwestowanie naszej energii w zabiegi pielęgnacyjne.  Piękna cera ułatwia nakładanie makijażu i na pewno poprawi jego ogólny wygląd. Zresztą, co ja mówię - piękna cera praktycznie nie potrzebuje makijażu, bo broni się sama!
Jak się zapatrujecie na takie całościowe podejście do dbania o urodę? Myślicie podobnie czy też raczej bardziej przemawia do was zachodnie podejście? Ja myślę że zwłaszcza latem warto przemyśleć swoje kosmetyczne nawyki bo to idealny czas by dać skórze odpocząć od ciężkich podkładów czy korektorów :)
PS. odnoszę się do tego co się dzieje obecnie - wiadomo, że podejście do dbania o urodę zmienia się co jakiś czas zarówno na wschodzie jak i na zachodzie :)
PS. 2 oczywiście to są uogólnienia i każdy może mieć własną, zupełnie odmienną "filozofię" dbania o urodę - jeśli tak jest w waszym przypadku to się pochwalcie :)
PS. 3 screeny są z 2 b. popularnych obecnie dram koreańskich

wtorek, 17 marca 2015

L'oreal Casting Sunkiss - żel rozjaśniający nr 2

(Uwaga post zawiera drastyczne fotki włosów - wrażliwe włosomaniaczki wchodzą na własną odpowiedzialność)
Dzisiaj będę odrobinę hejterem... tylko odrobinę. Jest wiele produktów, które robią szum w blogosferze i które u mnie się świetnie sprawdziły. Niestety, jest też ogrom takich, na których się zawiodłam. L'oreal Casting Sunkiss to jeden z nich. Nie, żeby nie działał! Działa jak najbardziej. Tyle, że dla mnie efekt nie jest wart zachodu.

Żeby lepiej wyjaśnić o co chodzi, opiszę (wraz z pikantnymi szczegółami) swoją przygodę z tym żelem.  Pierwszy raz zauważyłam go na jakimś blogu, gdzie występował w charakterze ciekawej nowości (nie było nic o efektach). Zainteresował mnie ale chciałam poczekać na jakieś opinie. Nie musiałam długo czekać a pojawiło się sporo wpisów i opinii na KWC. Praktycznie wszystkie były pozytywne -  że rozjaśnia i nie niszczy włosów. Ok, fajnie, biorę!
Pierwsze użycie - fajnie, ładnie pachnie, niby bez problemów. Przez pierwsze dwa użycia nakładałam go raz grzebieniem a raz rękami jak zalecali na filmiku instruktażowym w necie (gdzieś jest filmik jak taki pan pokazuje jak używać), bo też chciałam ładne refleksy a potem już mniej więcej (jak to ja) na całe włosy. Po pierwszym razie prawie nie widziałam różnicy, po drugim włosy były trochę jaśniejsze  a po trzecim to już z górki. Użyłam go łącznie jakieś 5 razy i praktycznie cały wykorzystałam (jakbym kładła od razu na całe włosy pewnie by wystarczył na max 4 użycia). Schody zaczęły się gdzieś przy 3 użyciu, kiedy to po nałożeniu żelu na włosy stwierdziłam, że są diabelnie nieprzyjemne w dotyku. Sprawy nie polepszyło umycie włosów i siedzenie z maską na głowie. Po kolejnych użyciach było tak samo - włosy się potwornie wysuszyły.
Zawsze miałam puszące się włosy ale to co się dzieje teraz to mała przesada - zazwyczaj wystarczało umycie włosów szamponem, potem odżywka i ostatecznie jakieś serum na końcówki... teraz jak tak robię to dalej jest miotła. MIOTŁA. Na poniższym obrazku widać co się stanie jak OBECNIE (czyli po kilkunastu maskach i już dłuższym używaniu fioletowego szamponu) umyję i zodżywkuję włosy a potem pozwolę im wyschnąć (bez suszarki)... A i są uczesane.  Serio, nie kłamię :P




Nice, huh? :P
Druga sprawa... moje włosy są żółte. Tzn już nie są tak bardzo żółte, bo od razu pobiegłam po fioletowy szampon ale był kurczak (od razu po skończeniu zabiegów rozjaśniających nie miałam sumienia zrobić moim włosom fotek  - fuj fuj). No ok, rozumiem że to jest "sunkiss" ale kurka w moich włosach naturalnych nie ma ani odrobiny ciepłego odcienia - jakim cudem to coś wyciągnęło go aż tyle??
Po lewej poniżej widać mój naturalny kolor włosów, który jest eee no praktycznie szary (i moje puszenie się włosów też widać) ;P A po prawej mamy ich kolor po rozjaśnianiu i jakichś 3 myciach fioletowym szamponem. Robiłam fotki na mokrych włosach bo wysuszone wyglądały wtedy bardziej potwornie niż teraz! Jeśli widzicie różnicę między kolorem na górze a kolorem na dole to dobrze widzicie - to wina tych "refleksów", które próbowałam zrobić (tyle włosowych faili a ja nadal się nie nauczyłam :P).

Czy więc żel rozjaśnił moje włosy? - TAK, jak najbardziej.
Włosy są jaśniejsze ale też bardziej zniszczone i żółte. Teraz powoli staram się doprowadzić je do ładu ale strasznie się puszą i łamią przy czesaniu. Nie twierdzę, że na każdego tak zadziała ale jeśli macie cienkie blond włosy jak ja - uważajcie na ten produkt. Teraz już nie jestem taka zła - fioletowy szampon poprawił trochę ich kolor a ja staram się walczyć z wysuszem ale chciałam napisać, że to nie produkt idealny i ma swoje wady. Ot tak, żeby ktoś się nie przejechał jak ja.
Ktoś ma inne wrażenia?  Dajcie znać jak się u was sprawdził!

wtorek, 3 marca 2015

Jak zamawiać na eBay?

Ok, to już trzecia i ostatnia część cyklu o zakupach na eBay. Założyliśmy już konto Paypal i wpłaciliśmy na niego kasę KLIK oraz założyliśmy konto eBay i połączyliśmy je z kontem Paypal.
Teraz możemy spokojnie zamawiać.
Myślę, że procedura wyszukiwania interesującego nas produktu jest wam dobrze znana. Ja zazwyczaj kręcę się w obszarze kilku znanych sprzedawców (btw na eBay jest opcja zapisania sobie interesujących nas sprzedawców) :)
Dzisiaj będziemy zamawiać tusz do rzęs firmy Innisfree (ekologiczna marka koreańska), bo chcę go sobie obmacać :P

Z oczywistych względów wszystkie moje dane będą zamazane :)


 Krok 1. Oczywiście zaczynamy od zalogowania się. Znajdujemy interesującą nas aukcję, wybieramy przedmiot jeśli jest kilka opcji kolorystycznych i klikamy kup teraz.

Na niebiesko zaznaczyłam opcje możliwości obserwowania aukcji (jeśli nie jesteśmy do końca zdecydowani), zapisania sobie sprzedawcy oraz na co warto zwrócić uwagę przy wybieraniu zaufanego sprzedawcy :)

Krok 2. Zaginął mi screen drugiego kroku ale pojawia się wtedy strona dokładnie taka jak poniżej tyle że z opcją "kup teraz" w celu zabezpieczenia nas przed przypadkowym kliknięciem. Potwierdzamy, że chcemy kupić przedmiot i dalej pojawia się strona jak poniżej.

Możemy od razu zapłacić za przedmiot lub wybrać opcję zaznaczoną na niebiesko jeśli chcemy zamówić więcej przedmiotów od tego samego sprzedawcy :) Jeśli chcemy zamówić 2 lub więcej przedmiotów od tego samego sprzedawcy kupujemy je wszystkie a "zapłać teraz" zaznaczamy dopiero na końcu.

Krok 3. Ebay zaraz przekieruje nas na Paypal ale zanim to nastąpi potwierdzi wszystkie dane... Czyli wasze dane adresowe (na dole jest też opcja ich zmiany), formę płatności oraz sposób dostawy. Jeśli macie jakieś kody promocyjne od danego sprzedawcy to tutaj można je wpisać. Jeśli wszystko się zgadza klikamy kontynuuj :)


Krok 4. eBay przekierował nas do Paypala, musimy się zalogować na nasze konto.
Krok 5. Paypal przeliczy nam kwotę na złotówki według ich obecnego kursu walut - u mnie wyszło całe 21,21 :D Klikamy ładnie kontynuuj :)

Krok 6. Jeszcze raz zobaczymy wszystkie dane odnośnie zamówienia i klikamy potwierdź i zapłać.


Krok 7. Tadam! Dokonaliśmy zakupu :) Dostaniemy teraz na nasz adres e-mail potwierdzenie od Paypala o płatności oraz potwierdzenie od eBaya o dokonaniu zakupu.
Jeśli interesuje was co wyświetli się gdy klikniemy "Wyświetl szczegóły zamówienia" to pojawi się to:


Teraz wystarczy czekać na zamówienie. O wysyłce przedmiotu również zostaniecie powiadomieni mailowo :)
Polecam nie zamawiać zbyt wielu przedmiotów jednorazowo - wtedy jest dużo większa szansa, że na nasz zakup zostanie założony VAT. Małe zamówienia przechodzą przez urząd celny bez problemów :)

Tym optymistycznym akcentem ogłaszam zakończenie tego cyklu i stwierdzam, że wszyscy jesteście przeszkoleni w zakresie zamawiania na eBayu.
Certyfikaty wydajemy w recepcji :P Jeśli macie jeszcze jakieś pytania odnośnie zamówień na eBayu to pytajcie w komentarzu - jeśli się będę orientować to chętnie odpowiem!
Pozdrawiam!

czwartek, 12 lutego 2015

K-Drama: King's Daughter Soo Baek Hyang

Udało się! Skończyłam oglądać! Ten serial zaczęłam oglądać w czerwcu i tak mnie wciągnął że obejrzałam wszystkie 108 odcinków.
Wiem, że kilka osób było ciekawych z czym się je więc opiszę krótko swoje wrażenia
Po piersze - na pewno jest to drama dla fanów seriali historycznych. Akcja dzieje się na przestrzeni kilkudziesięciu lat (501-523) w królestwie Peakje - części obecnej Korei Południowej (Peakje jest jednym z Trzech Królestw Korei obok Silli i Goguryeo).  Niestety muszę wam zaspoilerować początek :)
solnan
W 501 roku Chae Hwa - młoda dziewczyna z zamożnej rodziny niecierpliwie czeka aż jej ukochany wróci z wojny. Jej wybranek serca to generał Peakje i kuzyn króla. Chae Hwa jest jedną z najpiękniejszych dziewczyn w kraju, każdy mężczyzna jest zachwycony jej urodą,  ma również sekret - spodziewa się dziecka generała Moo Ryunga a wie o tym tylko ona i jej najbardziej zaufana służąca. Kiedy generał wraca, Chae Hwa chce mu przekazać dobre wieści. Rozmawia z Moo Ryungiem o tym, że w przyszłości da mu córkę i nazwą ją Soo Baek Hyang, czyli imieniem legendarnego kwiatu, który ma zakwitać przez jeden dzień raz na 100 lat i wybawiać kraj od głodu, wojny i smutku.  Jej  plany krzyżuje jednak wiadomość o tym, że król został raniony podczas polowania. Wkrótce okazuje się, że król został śmiertelnie postrzelony a za jego zabójstwem stoi ojciec Chae Hwy - ambitny Baek Ga, który był zły na króla, że wysyła go do odległych prowincji zamiast przydzielić stanowisko w stolicy.  Za tym zabójstwem stoi też żądza władzy Baek Gi i delikatne podszepty ze strony marszałka Hae.  Baek Ga dowiedział się o miłości Ryunga i Chae Hwy i postanowił zabić obecnego króla, by Ryung objął tron a Chae Hwa została królową. Plan ten udaje się tylko w połowie - faktycznie Ryung obejmuje tron na prośbę umierającego króla i obiecuje zaopiekować się 3 letnim księciem,  jednak Baek Ga nie docenił przywiązania i miłości generała do zmarłego kuzyna. Spisek zostaje wykryty a Baek Ga jako zdrajca dostaje rozkaz popełnienia samobójstwa. Chae Hwa jest rozdarta pomiędzy miłością do ojca a do Ryunga. Ryung dodatkowo nie wierzy w jej niewinność i podejrzewa ją o to, że wiedziała, co planował jej ojciec. Wojska Ryunga wchodzą na tereny Baek Gi, podpalają jego siedzibę oraz pojmują niewolników. Baek Ga popełnia samobójstwo, zrozpaczona Chae Hwa postanawia zostać ze szczątkami ojca w płonącym domu. W ostatniej chwili ratuje ją Koo Chon, zakochany w niej niewolnik Baek Gi. Po ucieczce Chae Hwa próbuje popełnić samobójstwo ale ostatecznie postanawia żyć, by urodzić dziecko Ryunga. Tymczasem w domu Baek Gi, Ryung wydaje rozkaz odnalezienia Chae Hwy jednak jego zaufany doradca, marszałek Hae przekazuje mu, że Chae Hwa zmarła. Dwadzieścia lat później król Moo Ryung odwiedza rejony w których osiedliła się Chae Hwa z Koo Chonem. Para wychowuje dwie dziewczynki Solnan i Solhi. Czy Ryung dowie się, że Chae Hwa żyje? Czy pozna swoją córkę? Teraz musicie obejrzeć dramę :P
king
Muszę przyznać, że drama cały czas trzyma w napięciu. Nie obyło się bez nudnych momentów - oczywiście, że są minutowe przestoje gdzie ktoś robi dramatycznego lemura albo wygłasza monolog ale biorąc pod uwagę to ile się dzieje to nie jest źle. Są momenty, kiedy akcja mogłaby postępować szybciej ale serial jest też częściowo romansem, więc rozumiem, że musieli poświęcić temu czas w dramie.
Mamy tu miłość, zdradę, kłamstwa, szpiegów, spiski, morderców- wszystko. Do tego ładna muzyka. Na początku nie mogłam się przekonać ale koło 30 odcinka zaczęłam już podśpiewywać a teraz czuję dużą potrzebę nauczenia się głównej piosenki na pamięć.
정읍사 bo tak nazywa się piosenka męczona w filmie to stara koreańska piosenka z tego właśnie ujętego w serialu okresu, którą śpiewały kobiety gdy ich mężowie - kupcy wyjeżdżali sprzedawać towary.
Z minusów... cóż gra aktorska jest jaka jest zazwyczaj w dramach koreańskich  (może odrobinę lepsza - Marszałek Hae, Jinmu czy Moo Ryung <3 Sunimun też git). Trzeba to przeżyć, po prostu taka specyfika. Należy do niej podchodzić ostrożnie - może uzależniać. Trzeba też przeżyć przerażającą twarz Solhi:
solhi
Na plus - fabuła, muzyka, nienachalne wstawki komediowe, fajny aktor grający króla Moo Ryunga (na drugim zdjęciu od góry, serio jest fajny), oczywiście piękne scenografie (polecam zwrócić uwagę na tła w niektórych scenach, zwłaszcza scenach miłosnych czy tragicznych, jest też świetna scena bitwy kiedy nagle książe zauważa Solnan <3) i grumpy cat XD
grumpy
Przez całą dramę mamy wyraźnie zaznaczoną wagę więzów krwi ale silnie odnosi się  też do żądzy władzy (taki Makbetowy motyw), przywiązania, poświęcenia dla państwa (fajne kwestie króla Moo Ryunga np. o tym, że król w czasach głodu dlatego ma suto zastawiany stół, by był gotów umrzeć za państwo w każdej chwili), nieuchronności ujawnienia prawdy i innych takich :)
W każdym razie bardzo polecam - seria długa ale jak najbardziej warto, u mnie zdecydowania trafia na listę "The best of" :)
Screeny pochodzą z dramy King's Daughter Soo Baek Hyang
Możecie ją obejrzeć na gooddrama.net (tam jest wpisany jak King's Daughter Su Baek Hyang)

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Ziaja - pasta do głębokiego oczyszczania twarzy Liście Manuka

Jakiś czas temu Ziaja wprowadziła nową serię kosmetyków do twarzy z liściem manuka. Seria jest przeznaczona do pielęgnacji skóry normalnej, tłustej i mieszanej. Krzew Manuka nazywany jest w Australii drzewem herbacianym a Liście Manuka mają działanie antybakteryjne.
Jako posiadaczka cery tłustej od razu zapragnęłam wypróbować kilka kosmetyków z tej serii mimo, że z Ziają mam dziwne relacje (Med i Pro spoko a zwykłe serie robią mi kuku) pognałam od razu do ich salonu w CityCenter. Udało mi się załapać też na promocyjne zestawy (nie wiem czy jeszcze są bo to w czerwcu było :P). W moje łapki trafiła pasta oczyszczająca, tonik, krem na dzień i krem na noc. Na razie używam pasty i toniku - kremy czekają na swoją kolej.
pasta oczyszczająca Liście Manuka
Jakie są moje wrażenia po ponad miesiącu używania? Is very nice.
Pasta jest biała, gęsta i napakowana małymi drobinkami. Używałam jej mniej więcej co drugi dzień, na zmianę z peelingiem z Himalayi (ja tak lubię peelingi - ale nie bójta się nie trę twarzy, jestem delikatna). Po użyciu ma się takie przyjemne wrażenie super czystej i gładkiej skóry :) a przy tym drobinki są na tyle małe, że nie podrażniają. Dodatkowo pasta jest taniutka i ładnie pachnie (tonik też więc pewnie cała seria ma ten zapach). Słyszałam, że można zostawić ją na twarzy jak maskę - próbowałam, zasnęła na mnie i pobiegłam zmyć. Jakoś dziwnie :P
skład
Są i minusy, które zauważyłam w miarę używania kosmetyku. Jest to w zasadzie głownie opakowanie. Pasta jest gęsta i po jakimś czasie zatyka nieco otwór w tubce - przez co zamykanie nie "klika". Doprowadza mnie to do małego szału ale muszę z tym żyć (nawet stukanie tubką o stół nie pomaga XD). Powoli dochodzę do końca tej pasty i mam też wrażenie, że ciężko będzie wydobyć ją do samego końca. Myślę że mimo wszystko wolałabym, żeby ten produkt był w słoiczku z dołączoną szpatułką ale za to co dostajemy za 8 zł nie będę bardziej narzekać.
Serio, nie wiem co jeszcze napisać - idźcie i używajcie jej wszyscy bo jest fajna i tania :)
Ktoś też się pokusił? Jak wasze wrażenia?

czwartek, 8 maja 2014

Zakładamy konto eBay

Krok drugi do bankructwa czy niewydolności finansowej to założenie konta na eBayu. Stąd już tylko krok do godzin spędzonych na przeglądaniu produktów, które mogłoby się chcieć :P
Nie bójta się - jest to naprawdę proste.
1. Ładujemy się na stronę ebay.pl i wybieramy opcją Mój eBay albo zarejestruj się.

Pamiętajcie, o przeniesieniu obserwacji, ten blog ulegnie samozniszczeniu ;)

środa, 30 kwietnia 2014

Targi Look & Beauty Vision - wrażenia i łupy

Chyba jako ostatnia opisuję wrażenia z minionego weekendu ale co tam. Jak pewnie wiecie Targi Look & Beauty Vision to targi poświęcone kosmetyce i fryzjerstwu, które odbywają się w Poznaniu. Po raz drugi podczas targów zorganizowano spotkanie blogerów, na którym mogłyśmy poplotkować i oddać się macaniu naszych łupów.

Targi trwały dwa dni i jako osobnik wybitnie cwany postanowiłam na zakupy wybrać się pierwszego, dnia by podczas spotkania blogerów zrobić ostatecznie małe zakupy, w razie gdybym czegoś zapomniała. 
W sobotę razem z Donią (Maniaczka Drogeryjna) i Wojtkiem (MrMajlajf, któremu ukradłam fotki :P ) uderzyliśmy w stoiska wystawców, co było dobrą decyzją bo było zdecydowanie luźniej i spokojniej niż w niedzielę.


CZYTAJ DALEJ...

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Zanim kupisz krem BB

Zdziwił was tytuł? :P
Jak wiecie lubię kosmetyki, między innymi kosmetyki koreańskie ale mój romans z kremami BB nigdy nie był głównym wątkiem na blogu. Ba - powiedziałabym nawet, że kremy BB ledwie się tu przewijały. Cóż... mam z nimi kilka problemów i one pojawiają się w kółko za każdym razem, kiedy chcę przetestować nowy krem BB. Myślę, że dobrze byłoby o nich napisać, bo zauważyłam, że coraz więcej osób zamawia swoje pierwsze azjatyckie kremy BB i później jest wielki zawód lub co gorsza problem ze skórą.

Kremy BB na rynku zachodnim
Tu myślę każdy domyśla się jakie jest moje podejście do tych kremów. Dla mnie to przepakowane kremy tonujące (nie żebym nie lubiła kremów tonujących, lubię) i to na dodatek w dość nietrafionych kolorach. Może to moje szczęście ale wiele drogeryjnych kremów BB (dotyczy to nawet tych przeznaczonych do jasnej karnacji) nie pasuje do mojej skóry, bo po prostu są zbyt ciemne. To tyle. Mój romans z nimi skończył się dość szybko.

 Koreańskie kremy BB

czwartek, 24 kwietnia 2014

Zakładamy konto PAYPAL

Hej!
Zapowiadałam serię, która ma pomóc wam nieco w korzystaniu z konta paypal i ebay. Sama się dopiero uczę i zakładam tam konta więc to dobra okazja żeby taki tekst popełnić :)
Dzisiaj zajmiemy się założeniem konta PAYPAL  i doładowaniem go, następne będzie konto ebay a całość zakończymy zamówieniem jakiejś rzeczy i zapłaceniem za nią przez PAYPAL. 
Jeśli macie konto PAYPAL i z niego korzystacie - możecie spokojnie sobie ten post darować, nic do waszego życia nie wniesie a ja się nie obrażę :)
Od razu uprzedzam, że nie jestem specjalistą - PAYPAL dopiero co założyłam i opieram się na tym co wiem od chłopaka, który dłużej się nim posługuje i który asystował mi w zakładaniu konta. 

Z różnych względów od razu was uprzedzę, że konto, które będę zakładać nie jest powiązane z żadną kartą kredytową. Moim zdaniem bezpieczniej jest doładować sobie konto za każdym razem, kiedy mam ochotę coś zamówić, tym bardziej, że pieniądze z konta bankowego na paypal przechodzą w ciągu maksymalnie kilku godzin. Jest to tylko moje zdanie, moja mała paranoja i oczywiście możecie dowolnie z PAYPALa korzystać :)

Ok, to startujemy!
Krok 1:
Wchodzimy na stronę paypal.pl i zaznaczamy "Załóż konto" 
Krok 2:
Wybieramy język i czy konto ma dotyczyć osoby prywatnej (co jak myślę dotyczy większości z was) czy firmy:

Krok 3:
Wypełniamy ładnie formularz. Myślę, że tu nie potrzeba więcej komentarza :)

Krok 4:
Teraz pojawi się kod captcha - ten kod ma za zadanie sprawdzić, czy na pewno PAYPAL ma do czynienia z człowiekiem :) przepisujemy i jedziemy dalej :)
Krok 5:
W zasadzie teraz nasze konto już istnieje. Teraz PAYPAL pyta czy chcesz przelać na swoje konto jakieś środki czy też chcesz powiązać je z kartą kredytową. 
Jeśli na tym etapie nie powiążesz konta z kartą kredytową nie martw się - z tego co widziałam w ustawieniach można to zrobić też później. Zawsze możesz zgłosić się do obsługi.
Ja wybieram opcję z przelewem bankowym.


Krok 6:
Mamy teraz podgląd naszego konta. Widzimy ile jest na nim środków oraz gdzie będą pojawiały się przychodzące przelewy. Na górze wybieramy zakładkę "Dodaj środki" i zaznaczamy opcję błyskawicznego doładowania, żeby przelać sobie na PAYPAL środki.
UWAGA: Na tym etapie na naszym mailu podanym przy rejestracji pojawi się wiadomość od PAYPALa "Witamy w serwisie PAYPAL". Tam pojawią się dane na jakie zarejestrowano konto oraz przycisk, którym zweryfikujemy mail. Należy nacisnąć ten przycisk zanim zrobimy przelew na swoje konto paypal :)


Zauważ: możesz przeglądnąć boczny pasek i dostosować dowolnie swoje ustawienia. W zakładce Profil możesz również zaktualizować swoje dane.

Krok 7:
Po zaznaczeniu chęci błyskawicznego doładowania paypal każe nam wybrać z jakiego banku będzie przelew oraz kwotę. 
Krok 8:
PAYPAL przypomina nam o weryfikacji maila o której mówiłam w kroku 6 :) i ogólnie takie tam.
Krok 9:
Logujemy się jeszcze raz naszym hasłem z PAYPALa, wiadomo, kwestie bezpieczeństwa :)

Krok 10:
Potwierdzenie danych, czyli sprawdzamy czy wszystko gra:

Krok 11:
Teraz w zależności od tego jaki bank wybraliśmy pojawią się albo dane, które trzeba ręcznie wpisać i zrobić przelew albo PAYPAL nas przekieruje na stronę banku i po zalogowaniu się pojawi się wypełniony już formularz przelewu, który wystarczy potwierdzić. 

Krok 12:
Kiedy przelew pójdzie, nasza praca się skończyła. Teraz wystarczy czekać aż środki przyjdą na naszego PAYPALa. Dowiemy się o tym mailowo, dostaniemy maila że taka i taka osoba (czyli my) chce nam przesłać pieniądze oraz zapytanie czy chcemy te pieniądze przyjąć. 
Teraz wystarczy zalogować się do Paypalaa, gdzie wyświetli nam się strona z kroku 6 a w kolumnie "Ostatnie działania" będzie przelew z opcjami z boku zwrócenia bądź przyjęcia. Przyjmujemy przelew i voila! Mamy pieniądze na koncie ebay.

Jak widzicie jest to wszystko dość intuicyjne i można spokojnie dać się PAYPALowi prowadzić. Ciąg dalszy czyli założenie konta ebay i opłacenie zamówienia PAYPALem nastąpi :)

*jeśli chcesz zabezpieczyć dodatkowo swoje konto aktywuj komórkowy klucz bezpieczeństwa. Paypal przy próbie logowania będzie wysyłał na twój nr telefony jednorazowy kod. Jeśli nie możecie go aktywować z poziomu konta, to skontaktujcie się z obsługą. Poczytaj o kluczu bezpieczeństwa tu: KLIK

Pamiętajcie też, że przeniosłam się na własną domenę i serwer i żeby otrzymywać powiadomienia o nowych postach trzeba "przenieść" tam swoją obserwację (próbowałam kombinować, żeby dotychczasowi obserwatorzy otrzymywali info o nowych postach na nowym blogu ale się nie udało). Niedługo przestanę publikować posty na obu blogach więc śpieszta się :P  Nowy adres to kawaii-maniac.pl :)

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Beauty Blog Days na targach LOOK and beautyVision

W ostatni weekend kwietnia w Poznaniu odbędą się targi fryzjersko-kosmetyczne i jak w zeszłym roku, na targach będzie również spotkanie blogerów i z blogerami. W zeszłym roku targi były świetne - udało nam się dorwać kilka marek kosmetyków, które normalnie nie są dostępne (bądź są trudno dostępne) w Poznaniu i to w większości po okazyjnych cenach.

Jeśli jesteście zainteresowane udziałem w spotkaniu blogerów to do 17 kwietnia można się zgłosić na stronie http://beautyvision.mtp.pl/pl/program/beauty_blog_days/.
Jeśli interesują was po prostu zakupy to na stronie targów znajdziecie ceny wejściówek. Dodam że na targi może wejść każdy - nie trzeba być z branży kosmetycznej http://beautyvision.mtp.pl/.
Dajcie znać kto z was wybiera się na targi!!

Przypominam wam też, że przez jakiś czas blogspot i nowa domena będą działać równocześnie bo przy ustawieniu przekierowania  nie docierają do waszych list czytelniczych nowe posty :( Jeśli chcecie dostawać powiadomienia o nowym poście, przenieście proszę obserwację na bloga kawaii-maniac.pl

Pozdrawiam!!

piątek, 11 kwietnia 2014

Próba... raz, dwa, trzy

Ok, blogger mnie oficjalnie załamał.
Już kiedy myślałam, że udało mi się z dziadem wygrać wszystko się pochrzaniło.
Przez jakiś czas kawaii-maniac.blogspot.com i kawaii-maniac.pl będą działać równolegle. A kiedy już wszyscy będą mieli dość mojego stękania o przejście na nową stronę to ustawie przekierowanie.
Mam nadzieję że ten post wam się wyświetla w liście czytelniczej i zapraszam na kawaii-maniac.pl ;)

środa, 26 marca 2014

Ogłoszenie parafialne :)

Hej dziewczyny :)
Od jakiegoś czasu wspominam o przeniesieniu się na własny serwer. Niedługo przeniosę wszystkie posty z tego bloga i przekieruję całą aktywność na nową domenę (tylko jeszcze muszę wymyślić co zrobić z niedziałającym prawie gadżetem obserwatorzy itd. a to może potrwać kilka dni). Wkurzają mnie już problemy z blogerem więc utwierdzam się w przekonaniu, że serwer i własna domena to jednak dobra decyzja.  
Oczywiście jak tylko przeniesienie dojdzie do skutku poinformuję was postem, nie martwcie się :)

Zapowiadałam posty o zakładaniu paypala i konta na ebayu  - mam nadzieję, że pojawią się już na nowym blogu. W razie czego jestem na FB :) Konto facebookowe się w żaden sposób nie zmieni więc można mnie łapać tam, jakby coś nie działało KLIK.
Pozdrawiam i trzymajcie kciuki, żebym nie zepsuła internetu :P

Wystąpił błąd w tym gadżecie.